Peter Watts

Zadawajcie pytania, ciekawe informacje itp

Moderatorzy: Nightchill, Dhuaine, Andrzej Miszkurka, Kalriem

Postautor: pizaro » 10 listopada 2011, 23:46 - czw

Nikt nie chciał kupić „Ślepowidzenia” – wyjątki z wywiadu przeprowadzonego podczas Bachanaliów Fantastycznych z Peterem Watts’em przez Konrada Rataja, zamieszczonego w #4 Czasu Fantastyki.
State of Grace /chyba umownie musimy zostać przy tym tytule/ miała zostać ukończona wiosna br. ale kłopoty zdrowotne pisarza opóźniły te plany. Wg. wypowiedzi autora oddanie tekstu wydawcy zostało zaplanowane pod koniec października /sądzę, że raczej też z tego nic nie wyszło/.
State of Grace w dużej części bawi się koncepcją zombie. Wojskowe zombie są tam w centrum uwagi: żołnierze, których świadome procesy myślowe zostały neurologicznie przekierowane lub ominięte, by zwiększyć ich bojową wydajność. Są tez wzmianki o wirusowych zombie, których świadomość została przeżarta przez biologicznie modyfikowanego wirusa w celu zastraszenia ludności cywilnej i zasiania wśród niej paniki. Watts twierdzi, że State of Grace będzie przystępniejsza lekturą niż Ślepowidzenie / jednocześnie nie wie czy to dobrze/. Główny bohater to standardowy człowiek bez żadnych modyfikacji, które wzbogacały postacie w Ślepowidzeniu. Dzięki tej swojej zwyczajności tonie w mroku machinacji otaczających go transludzi. Spędza więcej czasu próbując dojść do tego, co się właściwie dookoła niego dzieje, zamiast aktywnie uczestniczyć w wydarzeniach. Pisarz obawia się, że mogło to pozbawić powieść ostrości. Wyraża również swoje niezadowolenie z pewnych partii tekstu /sprawia mu poważne trudności/, które cały czas starać się będzie poprawić.
Opowiadanie Wyspa jest praktycznie środkowym epizodem planowanego cyklu Sunflowers – opowieści o ludziach budujących sieć Gwiezdnych Wrót ale, którzy sami pozbawieni są komfortu korzystania z nich. Budowniczowie ci tysiąclecia spędzają w hibernacji pełznąc między systemami słonecznymi by wybudzeni zbudować kolejna bramę . Obserwując wszechświat jak na poklatkowym filmie widzieliby jak ich własny gatunek rozwija się, upada a wreszcie wymiera. Taka szalupa na makrokosmicznym morzu i opowieść, której ramy sięgałyby krańca czasu. Pisarz marzy by taki koncept wykorzystać fabularnie w grze komputerowej. Sunflowers ma mieć postać zbioru nowel podobnych do Wyspy.
Pisarz wyraża zadowolenie z końcowego efektu autorskiej nowelizacji gry komputerowej Crysis: Legion. Mówi – mam wrażenie, że w pełni wykorzystałem powierzony mi materiał.
Nosi się z zamiarem napisania powieści Intelligent Design, której akcja zaczyna się za piętnaście lat w arktycznym morzu, gdzie kilka modyfikowanych genetycznie kałamarnic atakuje podwodna platformę wiertniczą a główny bohater jest biologiem morskim / mam nadzieję, że ten blurb jest powierchowny/.
Peter Watts zwraca uwagę na młodego pisarza Dave Nickle, który debiutował niedawno powieścią Eutopia. Jednocześnie dowiadujemy się ,że jest żonaty i to z pisarką – Caitlin Sweet, która napisała The Patern Scars – ponure i smutne fantasy, mroczne jak całkowite zaćmienie.
Opowiada ponadto o swoich ulubionych autorach, pracy biologa morskiego, która zajmuje mu coraz mniej czasu, o wiązaniu końca z końcem gdyż pisanie daje mu więcej satysfakcji niż pieniędzy, o swoim stosunku do nagród branżowych, o socjopatii i innych Rzeczach :)
pizaro
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 356
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: pizaro » 13 listopada 2011, 23:46 - ndz

Peter Watts na Falkonie - kilka fotek:
http://www.facebook.com/media/set/?set= ... 530&type=3
pizaro
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 356
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: pizaro » 14 listopada 2011, 23:46 - pn

Trzymam Wir w rękach i musze w tym miejscu przyznać, że moje wczesniejsze uwagi co do okładki stały się, w większości, bezprzedmiotowe. Całość robi "na żywo" bardzo dobre wrażenie, swietnie komponuje się z Rozgwiazdą i co ważne niesie ze sobą mocno niepokojący klimat, który mam nadzieję odnaleźć w książce.
pizaro
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 356
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: pizaro » 17 listopada 2011, 23:46 - czw

Relacja Petera Watts'a z Falkonu
http://www.rifters.com/crawl/?p=2439
i jego komentarz do okładki Wiru (wizji Lenie) oraz przetłumaczenia tytułu:
http://www.rifters.com/crawl/?p=2426
pizaro
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 356
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: Shadowmage » 19 listopada 2011, 23:46 - sob

A jakby ktoś chciał posluchać co Watts mówił na falkonowskiej prelekcji, to można tutaj: http://shadowmage.nast.pl/2011/11/peter-watts-i-falkon/
(niestety jakość słaba)
Obrazek
Ględzenie Shadowa - mój blog
Awatar użytkownika
Shadowmage
Wielki AQ
 
Posty: 1082
Rejestracja: 04 września 2005, 23:46 - ndz

Postautor: pizaro » 22 listopada 2011, 23:46 - wt

Łatwy konkurs dla miłośników Watts'a pozwalający zdobyć jego książkę z autografem:
http://www.facebook.com/pages/Ars-Machi ... l&filter=1
Może tam byliście - obszerna relacja z Falkonu:
http://www.kawerna.pl/aktualnosci/arcyw ... lacja.html
Może tam jesteście - duży zbiór zdjęć z Falkonu:
http://www.falkon.co/falkon/index.php?o ... Itemid=246
i jeszcze trochę zdjęć:
http://www.facebook.com/media/set/?set= ... 668&type=1
pizaro
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 356
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: pizaro » 24 listopada 2011, 23:46 - czw

Uwagi subiektywne do Wiru
Prochu nie odkryję gdy stwierdzę, że Watts ma problem z tłem geograficzno-obyczajowym w tej powieści ( lepszym określeniem byłoby ang. worldbuilding). O ile doskonale kreuje zamknięte środowiska i relacje między jego bohaterami, przebiegające tam procesy, zdarzenia to świat zewnętrzny otaczający jego persona dramatica, świat z całą jego różnorodnością jaka powinna nam się objawić jest delikatnie mówiąc niedokończony.
Autor w znanych nam ( przetłumaczonych) - Ślepowidzeniu, Rozgwieździe i dwóch opowiadaniach precyzyjnie skonstruował i opisał klaustrofobiczną przestrzeń i uwarunkowanych w niej postaci (powszechnie nie występujących osobników). O ile w Rozgwieździe styl ten spisywał się jeszcze doskonale to Wir kapituluje przed światem zewnętrznym. Wyjście Lenie z oceanu stało się koniecznością i swoistą próbą Watts’a zmierzenia się z otaczającym jego bohaterów prawdziwym światem. Wyjście to nie jest jednak do końca udane.
Misterne mikroświaty Tezeusza, Beebe czy tez Eriophora zmieniły się w rozmazany świat któremu jak się może wydawać przewodzi Kanada czy inny bliżej nieokreślony północnoamerykański obszar. Jego powierzchowny opis jakoś mnie nie przekonuje. Dziwi mnie to tym bardziej, że geograficznie obszar ten powinien być doskonale znany pisarzowi. Obraz apokalipsy jaki przedstawia nam autor ma charakter szkicu, kilku przebłysków trwogi jaka powinna nas ścigać przez wszystkie strony. To jedynie tańczące ognie Św. Elma a nie prorokowana pożoga.
Spostrzeżenia te są dla mnie istotne w odniesieniu do pisanego już sidequela Slepowidzenia. Zapowiadana jako mocna rzecz, rozgrywać ma się na Ziemi równolegle do zdarzeń mających miejsce na Tezeuszu. W moim przekonaniu właśnie ta próba zmierzenia się z szerszą panoramą opisywanych zdarzeń może stanowić problem scenariuszowy pisarza. Sam przyznał w wywiadzie, że ma problemy z pewnymi partiami tekstu.
Ta słabość jego pisarstwa, widoczna w Wirze, nie jest dla mnie wadą podstawową. Cenię Watts’a za skupienie się na psychologii tworzonych postaci, ich trudnych relacjach i niejednoznacznych wyborach wychodzące po za czarno-białą kliszę. Także za sam wybór głównych bohaterów, ludzi wewnętrznie połamanych, w większości wrogo nastawionych do otaczającego ich świata. Może dlatego świat jest mu obcy.
Moje ostatnie lektury – Dom derwiszy, Pieśni czasu, czy też 1Q84 (by pozostać w pewnych ramach gatunkowych) przyniosły, prowadzone w różny sposób, kompletne wizje przedstawionego świata. Nawet taka skromna powieść jak Schronienie Jim’a Crace w wyniku wzorowo prowadzonej narracji przedstawia nam dramatyczną i wiarygodną wizję postapokaliptycznej Ameryki.
Być może paciorkowa konstrukcja planowanej powieści Sunflowers jest idealnym dramaturgicznym sposobem na ominięcie tego problemu ( małe-duże). Interesująca byłaby możliwość zapoznania się z jedynym zbiorem opowiadań Petera Watts’a - Ten Monkeys, Ten Minutes oraz pojedynczymi opowiadaniami porozrzucanymi po magazynach sf. Lektura to pozwoliłaby na zapoznanie się z ewolucją warsztatu tego pisarza. Być może najlepsze dopiero przed nami :)
pizaro
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 356
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: Janusz S. » 27 listopada 2011, 23:46 - ndz

pizaro pisze: Być może najlepsze dopiero przed nami :)


Obyś miał rację, bo "Wir" rzeczywiście jest słabszy od "Rozgwiazdy". Pomimo to przeczytałem go szybko i z zainteresowaniem, tylko dziwnie bezsensowne wydało mi się zakończenie - jakbym czytał komiks o niezłomnych amerykańskich superbohaterach, którzy zwalczać będą zło do ostatniej kropli płynów ustrojowych. Post factum uświadomiłem sobie też, że paradoksalnie najciekawsze były dla mnie fragmenty dotyczące rozprzestrzeniania się kodu w sieci. Czegoś niewątpliwie brakuje w tej powieści. Czy chodzi tylko o pokazany świat? Chyba nie tylko.
Janusz S.
 

Postautor: pizaro » 27 listopada 2011, 23:46 - ndz

"Czegoś niewątpliwie brakuje w tej powieści. Czy chodzi tylko o pokazany świat? Chyba nie tylko."
Dokładnie. Odniosłem wrażenie pewnego bałaganu fabularnego, jakby Watts nie wiedział na co się zdecydować - postapokalipsa, technothiller, opowieść o zemście. Taki mało zrównoważony misz-masz. W moim przekonaniu autor zanęcony jako takim sukcesem Starfish w pośpiechu zaczął jej kontynuację. Do tego determinacja głównej bohaterki jest dla mnie słabo umotywowana a jej zachowanie chaotyczne. Jej modus operandi w pewnych momentach mnie śmieszył, jakby Watts nie umiał sobie poradzić z psychologią kobiety ( czekam na wrażenia małżonki i jej bardziej od mojego wiarygodne zdanie w tym temacie). O wiele sensowniej skonstruowane są niektóre postaci drugoplanowe. Mając na uwadze, że pisarz sam stwierdził, że Behemot jest najsłabszym ogniwem trylogii to mam nieliche obawy :?
pizaro
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 356
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: AJ » 03 grudnia 2011, 23:46 - sob

Akurat w całej trylogii jest to o tyle ciekawe, że poszczególne części różnią się od siebie na tyle, że trafiają w gusta różnych czytelników. Np. ja, gdy przebrnąłem przez "Rozgwiazdę" byłem "tylko" pod wrażeniem, ale po przeczytaniu "Wiru" byłem oszołomiony ogólnym rozmachem. Poza tym dużo bardziej podeszło mi szybsze tempo snucia historii, czego momentami brakowało mi w "Rozgwieździe". Ta część w swojej formie trochę bardziej przypominała mi trylogię Morgana o Takesim Kovacsu i to mi się podobało.

A swoją drogą...

Jej modus operandi w pewnych momentach mnie śmieszył, jakby Watts nie umiał sobie poradzić z psychologią kobiety ( czekam na wrażenia małżonki i jej bardziej od mojego wiarygodne zdanie w tym temacie).

Ciekawe, że to piszesz, bo moja mama, która wielka fanką science fiction nie jest i skupiała się właśnie na takich pobocznych wrażeniach jak psychologia postaci, stwierdziła coś odwrotnego.

Do tego determinacja głównej bohaterki jest dla mnie słabo umotywowana a jej zachowanie chaotyczne.

Tutaj natomiast zupełnie się nie zgodzę, bo wystarczy przyjąć punkt widzenia samego autora, który postrzega Lenie jako... główny czarny charakter całej trylogii. :) Akurat kobieta, która wiedziona ślepym gniewem i mamiona psychotycznymi wizjami zostawia za sobą pas spalonej ziemi, krzycząc w przestrzeń: "Eat this, mother****ers!" nie jest dla mnie absolutnie niczym dziwnym.

Mając na uwadze, że pisarz sam stwierdził, że Behemot jest najsłabszym ogniwem trylogii to mam nieliche obawy

Akurat Petera nie należy w tej kwestii słuchać, bo jest to człowiek nad wyraz skromny, który twierdził nawet, że "Ślepowidzenie" nie było niczym nadzwyczajnym, zaś będąc w Polsce robił zdjęcia kolejce czytelników, dziwiąc się, jak to możliwe, że kilkadziesiąt osób stoi w rządku, żeby zdobyć jego autograf. ;)
AJ
Czytacz
 
Posty: 18
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: ASX76 » 03 grudnia 2011, 23:46 - sob

AJ pisze:Akurat Petera nie należy w tej kwestii słuchać, bo jest to człowiek nad wyraz skromny, który twierdził nawet, że "Ślepowidzenie" nie było niczym nadzwyczajnym, zaś będąc w Polsce robił zdjęcia kolejce czytelników, dziwiąc się, jak to możliwe, że kilkadziesiąt osób stoi w rządku, żeby zdobyć jego autograf. ;)


Urocze. :)
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: pizaro » 03 grudnia 2011, 23:46 - sob

Jak zaznaczyłem są to moje subiektywne uwagi a na psychologii kobiety to juz w ogóle się nie znam :(
Dla mnie awans Lenie do grona szwarccharakterów, który jako "kobieta, ... wiedziona ślepym gniewem i mamiona psychotycznymi wizjami zostawia za sobą pas spalonej ziemi" jest mocno nieprzekonujący. Owszem rozsiewa trochę zarazków w interesujący ale w mało efektywny sposób a jej gniew ma charakter głównie wewnętrzny. Sprawia wrażenie wręcz zadziwionej zamieszaniem jakie wywołała w swojej prywatnej wojence.
Na chwilę obecną nie chciałbym poruszac innych drażniących mnie w książce kwestii gdyż z pewnością jest nadal wiele osób chcących przeczytać Wir badź będących w trakcie jego lektury i nie chciałbym do tego nikogo zniechęcać. Wręcz zachęcam i z niecierpliwością oczekuję kontynuacji, gdyż wszystko co ma swój początek musi mieć swój koniec. Jestem tylko zasmucony jedynie lukrowanymi recenzajmi, które pojawiły się do tej pory w sieci.
Co do skromności pisarza mogę jedynie powtórzyć za ASX76 - urocze.
pizaro
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 356
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: AJ » 04 grudnia 2011, 23:46 - ndz

pizaro pisze:Dla mnie awans Lenie do grona szwarccharakterów, który jako "kobieta, ... wiedziona ślepym gniewem i mamiona psychotycznymi wizjami zostawia za sobą pas spalonej ziemi" jest mocno nieprzekonujący. Owszem rozsiewa trochę zarazków w interesujący ale w mało efektywny sposób a jej gniew ma charakter głównie wewnętrzny. Sprawia wrażenie wręcz zadziwionej zamieszaniem jakie wywołała w swojej prywatnej wojence.

Rzecz w tym, że sam autor postrzegał tę postać od początku jako na wskroś egoistyczną. Ona była szwarccharakterem od samego początku. "Rozsiewając trochę zarazków" tak naprawdę nie ma pojęcia, z czym ma do czynienia, a robi to zupełnie bezmyślnie, nie zdając sobie sprawę z konsekwencji. To trochę tak, jakbyś ty rozsiewał wokół grypę, chodząc w gęsto zaludnione miejsca i kaszląc na innych. Tyle tylko, że Ty wiesz, że w najgorszym wypadku oni odchorują swoje w łóżku i koniec końców nic im nie będzie, a ona tego wiedzieć nie może. I nie wie. A ostatecznie się przelicza. I tak właśnie stara się narysować ją Watts (zgodnie z jego słowami ;)).
AJ
Czytacz
 
Posty: 18
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: pizaro » 04 grudnia 2011, 23:46 - ndz

Watts'a zawsze czytam z wielką przyjemnością. Moich uwag proszę nie traktować jako przejawu krytykanctwa. Były to ogólne wrażenia wyrażone na gorąco po lekturze Wiru a ich stopień ogólności wynika z potrzeby uniknięcia spoilerów. Lenie Clark, jako bohaterkę cyklu, lubię bardzo i nie za to, że "bo to zła kobieta była".
Bardzo cenię, że Watts'em zainteresowało się inne wydawnictwo ( vide ostatnia wypowiedź A. Miszkurki w temacie Ch. Stross'a) i jestem czytelnikiem czynnie wspierającym Wasz program wydawniczy. :)
Zakończenie Wiru, w ocenie Janusza S. komiksowe, jest typowym cliffhangerem mającym nas przygotować na Behemota. Dla mnie nawiązuje do najlepszej tradycji komiksu, której przedstawicielem jest chociażby seria Watchmen. W ogóle Watts ma hitchcockowski dar suspensu. Jest tylko kwestią czasu kiedy jego filmowa narracja zainteresuje kino. A uważam, że Watts cały czas puszcza oko w kierunku fabryki snów.
Nasi fantastyczni pisarze - J. Dukaj i W. Podrzucki wyrażają opinię, że " Lem gdyby dalej żył, faktycznie pisałby teraz tak, jak Peter Watts" * Swoim skromnym zdaniem jestem przekonany, że Peter Watt's ma potencjał by zbliżyć się do tego co w dzisiejszych czasach mógłby tworzyć Lem.

* http://www.blog.podrzucki.eu/?p=201
pizaro
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 356
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: pizaro » 04 grudnia 2011, 23:46 - ndz

Nie wiem jak mogłem taką perełkę przeoczyć :oops:

http://ksiazki.polter.pl/Tylko-slowo-c21210
pizaro
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 356
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

PoprzedniaNastępna

Wróć do Pytania do wydawnictwa

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron