Książki naszego dzieciństwa.

czyli dyskusje na tematy wolne.

Moderatorzy: Nightchill, Dhuaine, Andrzej Miszkurka, Kalriem

Postautor: Tuk » 09 czerwca 2006, 23:46 - pt

Tigana pisze:Mikołajek rządzi - dopiero niedawno go odkryłem, ale chociaż prawie trzydziestka na kartku nieźle sie ubawiłem - tylko pani w bibliotece dziwnie się na mnie patrzyła jak wypożyczałem :wink:


A co w tym dziwnego że czytasz Mikołajka ja tam niewidze w tym nic dziwnego osobiście preferuje Mikołajka i zawszwe wracam do niego jak niemam co czytać :D
Ciekawość to pierwszy stopień do nieśmiertelnośći
"Rozum rozkazuje ciału ciało słucha,
Ciało rozkazuje rozumowi rozum sie opiera"
Awatar użytkownika
Tuk
Pisarczyk
 
Posty: 86
Rejestracja: 25 lutego 2006, 23:46 - sob
Lokalizacja: Neverwinter Faerun

Postautor: aleena » 09 czerwca 2006, 23:46 - pt

Tigana pisze:Mikołajek rządzi - dopiero niedawno go odkryłem


Ostatnio czytałam grupie dzieciaków "Wakacje Mikołajka", tak się śmialiśmy, że w rezultacie nie byłam w stanie dalej czytać. Prawie się popłakałam :)

A do odkryć w rodzaju Mikołajka zaliczam też "Sceny z życia smoków i "Bajki" Beaty Krupskiej. Słuchajcie, re-we-la-cja!!! Przezabawne historie, świętny język i do czytania bez ograniczeń wiekowych. Boskie, a chyba mało znane. Stara baba jestem, ale czytam to i za każdym razem się uchacham :lol: Wśród wszystkich znanych mi maluchów prowadzę akcję propagandową odnośnie Krupskiej i przybywa jej wielbicieli, oj przybywa :wink:
aleena
Czytacz
 
Posty: 32
Rejestracja: 17 stycznia 2006, 23:46 - wt

Postautor: Tuk » 10 czerwca 2006, 23:46 - sob

aleena pisze:Ostatnio czytałam grupie dzieciaków "Wakacje Mikołajka", tak się śmialiśmy, że w rezultacie nie byłam w stanie dalej czytać. Prawie się popłakałam


Wakacje Mikołajka są najciekawsze z tych co ja czytałem ale poluje na tom najnowszom część :twisted:
Ciekawość to pierwszy stopień do nieśmiertelnośći
"Rozum rozkazuje ciału ciało słucha,
Ciało rozkazuje rozumowi rozum sie opiera"
Awatar użytkownika
Tuk
Pisarczyk
 
Posty: 86
Rejestracja: 25 lutego 2006, 23:46 - sob
Lokalizacja: Neverwinter Faerun

Postautor: first kasia » 29 czerwca 2006, 23:46 - czw

"Apolejka i jej osiołek".
"Mistrz Krabat, dobry łużycki czarodziej".
"Kajko i Kokosz".
Wiesław Wernic i wszystkie przygody Jana i Karola na Dzikim Zachodzie.
Wszystkie "Tomki" Szklarskich.
"Winnetou" :oops: :oops: :oops: - Boże, to taka szmira :!:
Awatar użytkownika
first kasia
Czytacz
 
Posty: 25
Rejestracja: 22 czerwca 2006, 23:46 - czw
Lokalizacja: Toruń

Postautor: ASX76 » 29 czerwca 2006, 23:46 - czw

"Kajko i Kokosz" to komiks... :)
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: SaY » 30 czerwca 2006, 23:46 - pt

W wieku 10 lat wszystko co ma powyżej 15 stron jest książką ;)
Awatar użytkownika
SaY
Cthulhu
 
Posty: 523
Rejestracja: 24 stycznia 2006, 23:46 - wt
Lokalizacja: Silent Hill

Postautor: Nightchill » 30 czerwca 2006, 23:46 - pt

first kasia pisze:"Winnetou" :oops: :oops: :oops: - Boże, to taka szmira :!:


Rety, jakie bluźnierstwo! Kochałam się w Winnetou jak miałam 10 lat (druga miłość mego życia po kapitanie Nemo :P)! Od tego zaczęła się moja fascynacja Indianami. Dość szybko okazało się, że Karol May nie wiedział o nich za dużo, ale od niego się zaczęło.
"Jakie jezioro, taka pani..."
Awatar użytkownika
Nightchill
Moderator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 13 sierpnia 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: z piwnicy

Postautor: ASX76 » 30 czerwca 2006, 23:46 - pt

Ach, piękne czasy słodkiego i beztroskiego dzieciństwa ( :D ) utracone na zawsze ( :( )... Co prawda pozostają jeszcze miłe wspomnienia (o tych przykrych raczej się nie pamięta), ale i te z czasem blakną w obliczu coraz to nowych wyzwań i doświadczeń. Patrząc na to z perspektywy czasu jakież to wszystko było wtedy proste i nieskomplikowane...

Przygodę z literaturą zaczynałem (jeśli mnie słabnąca pamięć nie zawodzi)
od czytanek ze sławetnej serii "Poczytaj mi mamo". Jeden tytuł nawet jeszcze pamiętam (przynajmniej tak mi się wydaje...) - "Hihopter".

Pierwszym utworem przeczytanym w dzieciństwie który dogłębnie wstrząsnął mą nikczemną duszą byli "Chłopcy z Placu Broni" Ferenca Molnara. Wbrew pozorom książka nie miała nic wspólnego z Placem Czerwonym, sierpem i młotem czy walką o Wolność (za Waszą i Naszą).
To poruszająca opowieść o grupce chłopców, którzy postanowili bronić swego placu zabaw przed innymi i cenie jaką przyszło im za to zapłacić.

Fajną książką był zbiór opowiadań o Liczyrzepie. Niestety, nie pamiętam autora/autorki.

We wczesnych klasach szkoły podstawowej gruntownie przerobiłem twórczość Karola Maya: "Winnetou" (oczywiście na końcu popłakałem się jak bóbr), "Skarb w Srebrnym Jeziorze", "Czarny Mustang".... (itd.) Byłem zaopatrywany we wszystko, co tylko się u nas ukazywało.

Bardzo podobały mi się: "Wyspa skarbów" Stevensona i "Podróże Bena Gunna", a także "Przypadki Robinsona Cruzoe" Defoe.

Ah, byłbym zapomniał. Czytałem jeszcze cudowne: "Baśnie braci Grimm", baśnie J. Ch. Andersena, "Rogasia z Doliny Roztoki", smutnego "Janko Muzykanta"... , zbiór opowiadań "Dziwy nad dziwami" (stara książka) i wiele, wiele innych.
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: Nightchill » 30 czerwca 2006, 23:46 - pt

ASX76 pisze:We wczesnych klasach szkoły podstawowej gruntownie przerobiłem twórczość Karola Maya: "Winnetou" (oczywiście na końcu popłakałem się jak bóbr.



Miałam tak samo :( .
Czytałeś może 'Szatan i Judasz'? Winnetou wśród Arabów :D. Straszny kwas, patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, ale wtedy to co innego. Z resztą, jak się wspomni te zeszyciki z gazetowego papieru, to się łza w oku kręci.
"Jakie jezioro, taka pani..."
Awatar użytkownika
Nightchill
Moderator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 13 sierpnia 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: z piwnicy

Postautor: first kasia » 30 czerwca 2006, 23:46 - pt

Meine liebe Güte, ja też się popłakałam na końcu Winnetou, żeby to tylko raz! Ale potem mieliśmy zadanie przeczytać to na studiach i spojrzeć pod kontem niemieckości K. Maya (i głównego bohatera Old Shutterlanda). Wtedy do mnie (do nas wszystkich) dotarło, jaka to kiepska powieść pod względem prawdopodobieństwa zdarzeń i nie tylko. Bo każdy czytał w dzieciństwie. Mieliśmy też zwrócić uwagę na wątki homo (bo May był tej innej orientacji). Ciekawe to oświadczenie było.
Awatar użytkownika
first kasia
Czytacz
 
Posty: 25
Rejestracja: 22 czerwca 2006, 23:46 - czw
Lokalizacja: Toruń

Postautor: Adam1 » 30 czerwca 2006, 23:46 - pt

Ale dobra literatura nie musi być na 100% prawdopodobna, no nie? Bo wtedy odrzucilibyśmy cały romantyzm :)

Ważne, aby dawała czytelnikowi spełnienie i wtedy jest OK. :)

Przykład tych "prawdopodobnych" mamy obecnie w rozwlekłych cyklach fantasy gdzie trzeba cały cykl przeczytać dwa razy by wszystkie niuanse zrozumieć (patrz przydługie dywagacje na temat kto jest ojcem Jona Snow w cyklu Martina wrzucane po jednej linijce gdzieś tam między wierszami). :)
Love is the difficult realization that something other than oneself is real.

Iris Murdoch (1919–1999), Irish-born British novelist.
Chicago Review "The Sublime and the Good" (1959).
Awatar użytkownika
Adam1
Wielki AQ
 
Posty: 1238
Rejestracja: 19 maja 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Łódź

Postautor: first kasia » 30 czerwca 2006, 23:46 - pt

Tak, ale chodziło o to przede wsystkim, że Old Sutterhand jako Niemiec skoro tylko przyjechał na Dziki Zachód, bez żadnego doświadczenia, okazał się o niebo lepszym pod każdym względem od starego wygi westmana ... Sama bodajże Jakmutam niezgorzej tu obśmianego (biedaczyna Tylkoamerykanin), że został zaakceptowany przez wodza Apaczów bez cienia problemiku. Bo Niemcy są po prostu de best. Najmądrzejsi, najzręczniejsi i najpiękniejsi - wysocy, smukli blondyni. Taka propaganda.
Awatar użytkownika
first kasia
Czytacz
 
Posty: 25
Rejestracja: 22 czerwca 2006, 23:46 - czw
Lokalizacja: Toruń

Postautor: Tigana » 01 lipca 2006, 23:46 - sob

Jeśli chodzi o May'a to strawiłem tylko cykl "Ród Rodrigandów" , w którym po dobry bohater zabijał średnio 20-30 złoczyńców na tom, a "porządni" Niemcy pomagali Meksykanomw odzyskaniu wolności. Do tego było tam pełno przemytników, Cyganów, Arabów, piratów a powiązania rodzinne pomiędzy poszczególnymi bohaterami przypominały brazylijską telenowelę. No i ten poczciwy Bismarck.Mocna rzecz.
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: ASX76 » 01 lipca 2006, 23:46 - sob

Nightchill pisze:

Miałam tak samo :( .
Czytałeś może 'Szatan i Judasz'? Winnetou wśród Arabów :D. (...)


Nie pamiętam, niestety. Pamięć coraz częściej zawodzi... :wink:

O... Czytałem długaśny cykl o Rodrigandach, ale w końcu "wymiękłem" przy entym tomie. :P
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: Vanth » 01 lipca 2006, 23:46 - sob

Oprócz wszystkich powyżej wymienionych - jeszcze Curwood i London. Przygody Tarzana. I nałogowo wręcz "Mity Greckie". Mój świętej pamięci wujek stosował rewelacyjną metodę zachęcania do lektury - opowiadał kawałek - a talent gawędziarski miał ogromny, więc słychałam z wypiekami na twarzy - i przerywał w najciekawszym momencie... Tak zaczęłam czytać sienkiewiczowska "Trylogię". A potem wystarczalo juz samo podsuwnie książek. I nagle się okazało, ze dzień bez przeczytania chocby kilkudziesięciu stron - to dzień stracony. I tak mi zostało do dzisiaj.
Awatar użytkownika
Vanth
Czytacz
 
Posty: 39
Rejestracja: 13 stycznia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Kraków

PoprzedniaNastępna

Wróć do O czymkolwiek zechcesz...

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron