Ostatnie promienie słońca

Moderatorzy: Nightchill, Dhuaine, Andrzej Miszkurka, Kalriem

Postautor: Artur Chruściel » 03 października 2006, 23:46 - wt

Tigana pisze:Z koleji żona Aeldreda to dla mnie kopia Ines żony Ramiro, króla Valledo.


Oczywiście. Ale to raczej zwykła kalka (o wiele gorsza od pierwowzoru) niż głębszy zamysł.

A.
Artur Chruściel
Asimov
 
Posty: 260
Rejestracja: 07 lipca 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: Sieradz / Kraków

Postautor: Diar » 04 października 2006, 23:46 - śr

Gobelin
Aileron trwał w bezruchu przez bardzo długi czas, gdy dwaj synowie Ailella spoglądali na siebie migotliwym świetle pochodni. Potem najwyższy król wyciągnął rękę i położył ją delikatnie na policzku brata. Potrzymał ją tam chwilę, a następnie spojrzał na Sharrę, zadając ostatnie pytanie, błagając o pozwolenie swymi ciemnymi oczyma.
Sharra zdobyła się na całą odwagę, jaką posiadała i udzieliła mu go, mówiąc za siebie i Diara: - Uczyń to z miłością


Promienie
– Niech będzie dla ciebie światło – mruknął [Alun], ledwie mogąc wydobyć z siebie głos.
- Niech się to dokona z miłością – wyrzekł za nim Bryn, cicho jak błogosławieństwo, słowa mogące pochodzić z jakiejś starodawnej liturgii, której Alun nie znał.



A co do dyskusji o ewolucji w pisarstwie Kaya, to sam to skomentował w jednym z wywiadów (wtedy jeszcze przed napisaniem Mozaiki):

Now, starting with the Fionavar Tapestry, your books have tended to emphasize human affairs more and more, over the business of wizards, so to speak. Do you feel this is a natural evolution? Are you (re)telling us a story about the death of magic?

That's a very good question. In fact, the short answer is that I think you're right in that there has been a natural progression from Fionavar, through Tigana and [A Song for] Arbonne, to The Lions of Al-Rassan, away from the mythic and the fantastical, and towards the human and the historical. The progression from myth to religion is another way to describe it, not that the books are religious, but that we move away from what, in Fionavar, I've sometimes called a Homeric world; the gods intervene in the affairs of men, they have their own squabbles and feuds amongst themselves, and yet they're physically present, men can sleep with the goddess, men can battle with words with the gods-the gods are present. In Tigana, magic is still there, but, for the most part, magic and its use was employed as a sustained metaphor for the eradication of culture. The major use of magic in the novel Tigana is the elimination of the name of the country Tigana, which for me was very much metaphorical. In A Song for Arbonne, we're into a story about how religion, the organized religion, the clergy, manipulates the people with their beliefs about gods and goddesses. By the time we get to The Lions of Al-Rassan, it's mainly about how organized religion takes away the freedom and the breathing space of individuals. So there is a natural progression, which is not to say that I know where the next book is going, that that progression is necessarily continuing.

(źródło: brighteweavings.com)

A gdyby dodać do tego Mozaikę - skrajnie interpretowana religia i fanatyzm, który doprowadza do niszczenia piękna i sztuki w imię wyższej idei. W Promieniach zaś już nie jest potrzebna żadna siła z zewnątrz, ludzie sami ograniczają swoje postrzeganie świata w imię idei - przekonani, że wizje i kontakty ze światem duchów są grzechem, sami z poczucia winy skazują się na męki.
Diar
Przechodzień
 
Posty: 12
Rejestracja: 22 września 2006, 23:46 - pt

Postautor: Vanth » 08 października 2006, 23:46 - ndz

Kupiłam wreszcie! Leży na półce i kusi straszliwie - a ja nie mam czasu, by czytać - bo co to za podczytywanie po kilkanaście stron dziennie. Ale jak tylko znajde wolne parę godzin - zabieram sie do lektury i postaram sie podzieliś wrażeniami.
Awatar użytkownika
Vanth
Czytacz
 
Posty: 39
Rejestracja: 13 stycznia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Kraków

Postautor: moste6 » 27 listopada 2006, 23:46 - pn

No podsumuje to tak: Lepsze od Tigany
A Elberetch Gilthoniel,
silivren penna miriel,
o menel aglar elenath!
Na-chaered palan-diriel
o galadhremmin ennorath,
Fanuilos, le linnathon
nef aear, si nef aearon!
moste6
Mistrz Pióra
 
Posty: 199
Rejestracja: 04 sierpnia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Z Gór Mglistych

Postautor: Tigana » 27 listopada 2006, 23:46 - pn

moste6 pisze:No podsumuje to tak: Lepsze od Tigany

A mógłbyś to uzasadnić ?
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Metzli » 04 stycznia 2007, 23:46 - czw

Widzę, że będę tu w mniejszości, ale dla mnie o wiele ciekawsza była książka "Ostatnie promienie słońca" niż "Lwy Al-Rassanu" :) Oczywiście zgodzę się, że w tej drugiej był o wiele lepiej pokazany schyłek pewnej epoki, bezpowrotne odejście pewnego piękna, ale z drugiej strony bardzo szybko można było przewidzieć jak to się wszystko mniej więcej potoczy. I w związku z tym od pewnego momentu "Lwy" zrobiły się po prostu... nudne ;) Może przez fakt, że ten aspekt końca epoki nie był w "Ostatnich promieniach słońca" aż tak namacalny sprawił, że lektura stała się o wiele ciekawsza? Bo co to za przyjemność czytać książkę, kiedy zna się już jej zakończenie?
Awatar użytkownika
Metzli
Skryba
 
Posty: 129
Rejestracja: 03 stycznia 2007, 23:46 - śr
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Tigana » 04 stycznia 2007, 23:46 - czw

Metzli pisze:Widzę, że będę tu w mniejszości, ale dla mnie o wiele ciekawsza była książka "Ostatnie promienie słońca" niż "Lwy Al-Rassanu" :)

Z tą mniejszością bym nie przesadzał - jest pół na pół. Jest tutaj kilku przesympatycznych osobników, którzy bronią wielkości "Ostanich promieni"
Metzli pisze:Oczywiście zgodzę się, że w tej drugiej był o wiele lepiej pokazany schyłek pewnej epoki, bezpowrotne odejście pewnego piękna,

Prawda - nic dodać nic ująć. Trafnie to ujęłaś.
Metzli pisze:ale z drugiej strony bardzo szybko można było przewidzieć jak to się wszystko mniej więcej potoczy. I w związku z tym od pewnego momentu "Lwy" zrobiły się po prostu... nudne ;)

Nieprawda - albo ja jestem mało przewidujący :wink: Owszem sam przebieg wypadków (upadek Al-Rassanu) można było przewidzieć, ale losy poszczególnych bohaterów do ostatnich stron książki były zasnute mgłą tajemnicy.
Metzli pisze:Może przez fakt, że ten aspekt końca epoki nie był w "Ostatnich promieniach słońca" aż tak namacalny sprawił, że lektura stała się o wiele ciekawsza?

Nieprawda - przynajmniej ja się wynudziłem, nie czułem tego czegoś co czyniło poprzednie książki Kay'a czymś wyjątkowym.
Metzli pisze:Bo co to za przyjemność czytać książkę, kiedy zna się już jej zakończenie?

Nieprawda. Uzasadnie w ten sposób - większośc książek fantasy kończy się w sposób standardowy, i tylko w nielicznych przypadkach autor nie pozwala czytelnikowi odgadnąć co będzie dalej - np Martin. Pomimo tego, a może właśnie dla tego, schematyzmu czytamy fantasy
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Metzli » 05 stycznia 2007, 23:46 - pt

Tigana pisze:Z tą mniejszością bym nie przesadzał - jest pół na pół. Jest tutaj kilku przesympatycznych osobników, którzy bronią wielkości "Ostanich promieni"


Odniosłam jednak wrażenie, że mimo wszystko więcej osób jest tutaj za "Lwami" :mrgreen: Ale to w sumie mało istotne kogo jest więcej :)

Tigana pisze:Nieprawda - albo ja jestem mało przewidujący Wink Owszem sam przebieg wypadków (upadek Al-Rassanu) można było przewidzieć, ale losy poszczególnych bohaterów do ostatnich stron książki były zasnute mgłą tajemnicy.


Oczywiście, że dokładnie wszystkiego przewidzieć nie można było. Chociaż pojedynek Rodriga Belmonte z Ammarem żadnym zaskoczeniem nie był, przynajmniej dla mnie. Ewentualnie autor mógł trzymać w niepewności, który z nich wygra.] Ale właśnie fakt, że bardzo szybko można sie było zorientować, że Al-Rassan upadnie, to cała "otoczka", czyli indywidualne losy bohaterów stały się mniej pasjonujące. I podczas czytania trochę się nudziłam ;)
Awatar użytkownika
Metzli
Skryba
 
Posty: 129
Rejestracja: 03 stycznia 2007, 23:46 - śr
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Tigana » 05 stycznia 2007, 23:46 - pt

Metzli pisze: Odniosłam jednak wrażenie, że mimo wszystko więcej osób jest tutaj za "Lwami" :mrgreen: Ale to w sumie mało istotne kogo jest więcej :)

Ważne, ważne bo zawsze się można pięknie pokłócić :P A głównym specem od "czrnego PR jest moja skromna osoba i Artur Chruściel
Metzli pisze: Chociaż pojedynek Rodriga Belmonte z Ammarem żadnym zaskoczeniem nie był, przynajmniej dla mnie. Ewentualnie autor mógł trzymać w niepewności, który z nich wygra.

Zgadzam się sam pojedynek był łatwy do przewidzenia - gorzej z wynikiem . Każde rozwiązanie miało swoje plusy i minusy.
Metzli pisze: Ale właśnie fakt, że bardzo szybko można sie było zorientować, że Al-Rassan upadnie, to cała "otoczka", czyli indywidualne losy bohaterów stały się mniej pasjonujące.

Jak się znało dzieje rekonkwisty to raczej na niespodzianki nie było co liczyć.
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Nightchill » 05 stycznia 2007, 23:46 - pt

No cóż, zawsze można założyć ankietę co lepsze i ustalić jak jest z tą większością.
Pewnie już to raz napisałam, ale nie zaszkodzi powtórzyć. "Lwy..." były nudne na potęgę! Nie tylko ze wzgląedu na przewidywalność zakończenia. Wszystko po kolei było nudne. Za cholerę nie mogłam poczuć, że bohaterowie są ludźmi z krwi i kości. Trójka nieludzkich geniuszy. W dodatku lekarka wydała mi się wybitnie niesympatyczna, w związku z czym było mi obojętne z którym bohaterem się zwiąże. Końcowy pojedynek miał być chyba niezwykle wzruszający, ale wyszedł na kretynizm sezonu. Nie usprwaiedliwia go dla mnie nic, ani patriotyzm, ani stojąca w trochę dalszym tle kobieta. Dwóch niby inteligentnych i odważnych facetów, którzy nagle zgadzają się na zostanie trybikami historii, z którą się do końca nie identyfikują. To pewnie miało być wielce symboliczne, ale jakoś do mnie nie dotarło :?.
"Promieni" zniechącona do Kay'a już nie przeczytałam, szczególnie, że temat jakiś mało oryginalny.
"Jakie jezioro, taka pani..."
Awatar użytkownika
Nightchill
Moderator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 13 sierpnia 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: z piwnicy

Postautor: moste6 » 24 stycznia 2007, 23:46 - śr

A dawno dawno temu Tigana prosił mnie o uzasadnienie...

Nie mogę uzasadnić tego czemu OPS bardziej mi się podoba od Tigany... tak po prostu, kwestia gustu...
A Elberetch Gilthoniel,
silivren penna miriel,
o menel aglar elenath!
Na-chaered palan-diriel
o galadhremmin ennorath,
Fanuilos, le linnathon
nef aear, si nef aearon!
moste6
Mistrz Pióra
 
Posty: 199
Rejestracja: 04 sierpnia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Z Gór Mglistych

Postautor: _Morgiana » 13 lipca 2007, 23:46 - pt

A ja Kaya odkryłam dopiero niedawno. Na razie jestem po lekturze "Lwów..." i "Tigany". I szczerze mówiąc, bardziej spodobały mi się "Lwy...", mimo przewidywalnego zakończenia. Czytając Tiganę, w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że autor ciągnie ją trochę na siłę. Na szczęście, później przeminęło. No i postać Alessana. Wydał mi się zbyt płaski, jednowymiarowy. Nie podobał mi się też epilog. Za to szybko pokochałam Dianorę, wypada o wiele lepiej niż Dżehana.
Awatar użytkownika
_Morgiana
Pisarczyk
 
Posty: 58
Rejestracja: 10 lipca 2007, 23:46 - wt

Postautor: Raven » 15 marca 2008, 23:46 - sob

Kaya uwielbiam i zacząłem go czytać wiele lat temu, kiedy u nas był prawie nieznany.

Co do Promieni to mam takie zdanie (przepraszam że przeklejam posta z forum NF, ale wtedy byłem na bieżąco z lekturą):

Skończyłem właśnie "Ostatnie promienie słońca" i mam poważny problem. Podobnie jak z ostatnim albumem Toola nie wiem czy to jego dzieło najlepsze czy najgorsze.
Widać wyraźnie że autora w tej powieści mniej interesowały niż dotychczas uczucia bohaterów i ich wpływ na podejmowane decyzje, widać znacznie mniej doskonałych bohaterów i co chyba najwyraźniejsze brak efekciarstwa tak znanego z poprzednich powieści. Można nazwać to chyba progresem, krokiem do przodu, świadomym wyborem IMO niż jak to sugerowała recenzja w NF znakiem wyczerpywania się konwencji alternatywnej historii stworzonej przez Kaya. Widzę tutaj celowy zabieg, chęć pożegnania się z tym uniwersum pod dwoma księżycami, dlatego opowiada ona smutną historię gdzie wiara (a potem zapewne nauka) wypierają pierwiastek magiczny ze świata. Smutek jest tutaj właściwie głównym bohaterem, wypływającym z agonii dawnego, piękniejszego i tajemniczego świata. Dlatego uważam że w najnowszej powieści Kaya jeśli nie będzie już odwołania do tego uniwersum to nie dlatego że wyczerpała mu się konwencja a dlatego że pożegnał się bardzo pięknie z takim gdzie umarła magia a tory tamtego i naszego świata mogą popłynąć już razem.
Awatar użytkownika
Raven
Przechodzień
 
Posty: 4
Rejestracja: 15 marca 2008, 23:46 - sob
Lokalizacja: Kraków

Postautor: ASX76 » 15 marca 2008, 23:46 - sob

Najgorszą książką Kaya jest "Pieśń dla Arbonne". Niestety, bądź też stety.
Sam przyznajesz, że pożegnał się bardzo pięknie ze "starym światem", skąd więc wątpliwości co do oceny poziomu utworu :?:
Jakiś czas temu, przed przystąpieniem do lektury "Ostatnie promienie słońca", przeczytałem kilka niezbyt przychylnych, a przynajmniej nie "hurraoptymistycznych" recenzji, jednak na szczęście każdy człowiek ma, a przynajmniej tak mu się wydaje ( :wink: ), swój rozum, a co za tym idzie zmysł estetyczny i może sobie wyrobić opinię sam. Ja odbieram "The Last Light of the Sun" bardzo pozytywnie, co więcej, w niektórych aspektach jest to dzieło przewyższające "Lwy Al-Rassanu" w których, jak na mój gust, zbyt wiele było patosu. "Last..." jest knigą nieporównywalnie bardziej stonowaną, można powiedzieć "spokojnie dryfującą po wodach ludzkiego umysłu", lecz pozostawiającą we wrażliwszej części duszy, więcej. Czego więcej? Najkrócej rzecz ujmując - czystego, nieskażonego piękna. Stylu. Opisu. Smaku. I pozostaje głęboki smutek, że to już ostatnie chwile odchodzącego w niebyt magicznego świata. Jakaś jego część umiera także w bohaterach. Czas leczy rany, ale niektóre blizny pozostają na zawsze (---> Ceinion).
"Ostatnie promienie słońca" są mądrą, refleksyjną powieścią, która w nienachalny i nadzwyczaj przejrzysty sposób przedstawia kres pewnej epoki.

Mam cichą nadzieję, że być może, kiedyś, Kay napisze coś jeszcze utrzymanego w podobnym klimacie.
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: Tigana » 15 marca 2008, 23:46 - sob

ASX76 pisze:Mam cichą nadzieję, że być może, kiedyś, Kay napisze coś jeszcze utrzymanego w podobnym klimacie.

Ależ Ty źle życzysz temu panu. Ja mam nadzieję, ze już nigdy nie napisze równie słabej książki jak "Ostatnie promienie słońca". Nie wspominając o "Ysabel". Wygląda na to, że Kay napisał już dzieło swego życia czyli "Mozaikę"
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

PoprzedniaNastępna

Wróć do Guy Gavriel Kay

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron