Ostatnie promienie słońca

Moderatorzy: Nightchill, Dhuaine, Andrzej Miszkurka, Kalriem

Ostatnie promienie słońca

Postautor: Tigana » 22 września 2006, 23:46 - pt

Nowa książka Kay'a już powinna zacząć pojawiac sie w księgarniach zapraszam więc pierwszych szczęśliwych nabywców do napisania paru słów recenzji.

P.S Ponieważ Sosnowiec jest pozbawiony ksiażek rodem z "Mag-a" będę miał okazje kupić ksiązkę dopiero w przyszłym tygodniu - wtedy też chętnie skrobnę kilka zdań recenzji.
Ostatnio zmieniony 30 września 2006, 23:46 - sob przez Tigana, łącznie zmieniany 3 razy
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Elektra » 22 września 2006, 23:46 - pt

Ja właśnie dziś kupiłam. Ale nie mam przez najbliższy weekend kompletnie czasu na czytanie. :( I wolę nie zaczynać, bo jak się nie będę mogła oderwać, to będzie kiepsko. ;)
Nie mów kobiecie, że jest piękna. Powiedz jej, że nie ma takiej drugiej jak ona, a otworzą ci się wszystkie drzwi.
Jules Renard

Obrazek
Awatar użytkownika
Elektra
Wielki AQ
 
Posty: 1280
Rejestracja: 08 lipca 2005, 23:46 - pt
Lokalizacja: z Gdyni

Postautor: Tigana » 22 września 2006, 23:46 - pt

Elektra pisze:I wolę nie zaczynać, bo jak się nie będę mogła oderwać, to będzie kiepsko. ;)

A ja nie wytrzymałem i odbyłem krótko (ale zwycięską) wyprawę do EMPIK-u w Katowcach. Teraz mogę zabrać się do czytania.
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Tigana » 27 września 2006, 23:46 - śr

WERSJA DRUGA POPRAWIONA
Nowa książka G.G. Kay'a "Ostatnie promienie słońca" ponownie przenosi nas w realia świata znanego z "Sarantyńskiej mozaiki" oraz "Lwów Al-Rassanu" Tym razem jednak autor zabiera czytelnika w podróż na północ, na ziemię zamieszkaną przez plemiona Anglcynów, Cyngaelów, Erlingów – czyli do dzisiejszej Anglii i Skandynawii. Kanwą powieści stał się bowiem okres panowania Alfreda Wielkiego, którego osiągnięcia w rozwoju sztuki i kultury na wyspach Brytyjskich są porównywalne z dokonaniami Karola Wielkiego na kontynencie. O ile jednak przeciętny czytelnik słyszał o legendarnym królu Arturze, świętym Patryku czy Wilhelmie Zdobywcy to już postać pierwszego króla zjednoczonej Brytanii z końca VIII wieku jest osnuta mgiełką niewiedzy i zapomnienia.
Książka zapowiadała się więc frapująco: walki pomiędzy Anglosasami i wikingami z domieszką magii – mieszanka piorunująca. Ano właśnie – zapowiadało. Będę szczery w moim prywatnym rankingu powieści Kay'a ta akurat zajmuje ostatnie miejsce co nie oznacza, że książka jest zła.
Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy jest brak prologu. Być może się czepiam - ale w dotychczasowych powieściach takowy był i zawsze świetnie wprowadzał czytelników w realia i atmosferę książki. Tymczasem w "Ostatnich..." jesteśmy od razu rzuceni na głęboką wodę i to prawie dosłownie.
Po drugie - w moim odczuciu szwankuje sama konstrukcja powieści. Pierwsze 140 stron posłużyło autorowi do przedstawienia poszczególnych bohaterów i jest rodzajem przydługawego wstępu do całej książki. Dopiero później powieść zaczyna nabierać rumieńców a poszczególne wątki zazębiają się. Niestety cała książka przypomina trochę za bardzo wyprawę rodem z „Hobbita” Tolkiena - czyli tam i z powrotem. Bohaterowie przesuwają się po mapie z punktu A do B a potem wracają (inną trasą) do punktu wyjścia. W moim odczuciu zabrakło głównego wątki oraz jakiegoś kulminacyjnego momentu którym podporządkowana byłaby akcja powieści.
Kolejnym minusem najnowszego dzieła Kay’a są jego bohaterowie. W swoich dotychczasowych powieściach stworzył on galerie niezapomnianych postaci (Dianora), którym czytelnik dzielnie sekundował w przygodach. Być może miałem zbyt duże oczekiwania, ale bohaterowie "Ostatniego..." pozostawili mnie obojętnym. Naprawdę bardzo starałem się ich polubić, ale nie potrafiłem. Błędem autora, moim zdaniem, było umieszczenie na kartach powieści zbyt dużej ich liczby. Zamiast 2 czy 3 czytelnik dostaje około dziesięciu równoważnych postaci niestety większość z nich nie dostało szansy na wykorzystanie tkwiącego w nich potencjału. Znikają z kart powieści albo stają się marginalne, chociaż wydawałoby się, że autor wyznaczył im jakieś ważne zadanie. Co gorsza, w moim odczuciu dramatyczne wydarzenia, w których wzięli udział bohaterowie nie odcisnęły na nich swojego piętna, nie zmieniły ich. Pojawia się za to chyba pierwszy prawdziwy czarny charakter - niestety postać ta jest strasznie jednowymiarowa i szybko się nudzi czytelnikowi.
Zabrakło mi również jednego ze znaków firmowych Kay'a czyli tych momentów książki, które na dłużej pozostają w naszej pamięci. Kay ma reputacje autora, który lubi grać na emocjach swoich czytelników, wręcz zmuszać do płaczu. Tymczasem, jak dla mnie, „Ostatnie...” są wyprane z emocji i piękna, no oprócz jednej sceny – zabawy w triadę . Nie wyczułem także "schyłku epoki i nastania nowej ery", o której jest napisane na okładce książki. O wiele lepiej i mocniej było to zauważalne w "Lwach" gdzie schyłek Al - Rassanu był wręcz namacalny.. Owszem w „Ostatnich...” nadchodzi młode pokolenie władców, ale nie jest to równoznaczne z upadkiem starego ładu. Jedynie świat magii reprezentowany przez elfeny oraz święte lasy wydaje się być cień swojej dawnej świetności.
No to sobie ponarzekałem - teraz czas na plusy. Jeśli ktoś jest miłośnikiem stylu Kay'a (piękny język, liczne retrospekcje, opisy tego samego wydarzenia z różnych punktów widzenia) nie rozczaruje się. Do tego dochodzi kilka zaskakujących zwrotów akcji oraz sporo batalistyki. Dodatkowym smaczkiem jest wprowadzenie do powieści krótkich opisów dalszych losów postaci, które pojawiły się w książce epizodycznie - coś jak żywot Tilliticusa z "Pożeglować do Sarancjum". .Autorowi udało się także bardzo dobrze oddać klimat północy z jej surowymi zwyczajami i prawami. Do tego dochodzi dużo, a jak na tego autora, bardzo duża dawka magii. Jasnym punktem powieści są również rozmowy prowadzone między królem Anglcynów Aeldredema z Ceinionem dotyczące historii i kultury.
Po przeczytaniu tej książki zastanawiam się czy jest ona tylko potknięciem w twórczości Kay'a czy też sygnałem na wyczerpanie się konwencji, w której dotychczas tworzył. Być może tym drugim - najnowsza powieść „Ysabel” kanadyjskiego powieściopisarza ma nie być już fikcją historyczną (historia magica jak mówi A. Sapkowski) a raczej historią o przenikaniu świata magii do naszej rzeczywistości. Wiem jedno na pewno będzie ciekawie.
Moja ocena za "Ostatnie promienie słońca" 6/10
p.s.
Polemika mile widziana :P
Ostatnio zmieniony 30 września 2006, 23:46 - sob przez Tigana, łącznie zmieniany 2 razy
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: annyonne » 28 września 2006, 23:46 - czw

Toś mnie nie zachęcił. Obiecywałam sobie nieco więcej niż po Lwach, a tu wygląda na to, że to jeszcze gorsze :( No nic, i tak zainwestowałam, książka leży i czeka, ale wygląda na to, że poczeka dłużej niż sądziłam...
Wrażenia, jak przeczytam (aczkolwiek nie wiem, kiedy to nastapi...)
I'm still standing in this moment of pure madness...
Awatar użytkownika
annyonne
Skryba
 
Posty: 131
Rejestracja: 15 sierpnia 2005, 23:46 - pn
Lokalizacja: Burkina Faso

Postautor: ASX76 » 28 września 2006, 23:46 - czw

annyonne pisze:Toś mnie nie zachęcił. Obiecywałam sobie nieco więcej niż po Lwach, a tu wygląda na to, że to jeszcze gorsze :( (...)


Nie zniechęcaj się. :) Wcale nie jest powiedziane, że gust Tigany pokrywa się z Twoim.
Gdybym sugerował się tylko jedną oceną (choćby nawet zacnego Tigany) bałbym się otworzyć większość książek.
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: annyonne » 28 września 2006, 23:46 - czw

ASX76 pisze:Nie zniechęcaj się. :) Wcale nie jest powiedziane, że gust Tigany pokrywa się z Twoim.
Gdybym sugerował się tylko jedną oceną (choćby nawet zacnego Tigany) bałbym się otworzyć większość książek.


Zgadza się. Bardzo się nie kieruję (w końcu Lwy Tiganie się podobały, a mi nieszczególnie...). Ale sam opis jakoś mnie nie zachęcił. Co nie znaczy, że nie przeczytam, bo książka stoi na półce i czeka :)
I'm still standing in this moment of pure madness...
Awatar użytkownika
annyonne
Skryba
 
Posty: 131
Rejestracja: 15 sierpnia 2005, 23:46 - pn
Lokalizacja: Burkina Faso

Postautor: Tigana » 28 września 2006, 23:46 - czw

Kazda recenzja jest subiektywna i dużo zależy na ile pokrywają sie gusta recenzenta i czytelnika. Nie inaczej jest w tym wypadku. Mnie po prostu czegoś w twj ksiażce zabrakło - być może za wysoko powiesiłem poprzeczkę, a może Kay napisał słabszą książkę.
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Andrzej Miszkurka » 28 września 2006, 23:46 - czw

Tigana pisze:Kazda recenzja jest subiektywna i dużo zależy na ile pokrywają sie gusta recenzenta i czytelnika. Nie inaczej jest w tym wypadku. Mnie po prostu czegoś w twj ksiażce zabrakło - być może za wysoko powiesiłem poprzeczkę, a może Kay napisał słabszą książkę.


A może napisał trochę inną?
Andrzej Miszkurka
Redaktor
 
Posty: 2991
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: Diar » 28 września 2006, 23:46 - czw

Mam bardzo podobne uczucia jak Tigana i to chyba rzeczywiście ze względu na zbyt wysokie wymagania i zbyt intensywne uczucia towarzyszące oczekiwaniu na tę książkę (może gdyby MAG nie kazał tyle na nią czekać... :lol: ).
Nie wiem, czy odważyłabym się nazwać ją słabszą, może pan Andrzej ma rację mówiąc, że jest po prostu inna. Możliwe, że stanowi kontynuację drogi wybranej przez Kaya, którą da się zauważyć – w każdej kolejnej książce jest jakby mniej emocji, mniej wielkiego tragizmu, za to więcej smutku takiego codziennego, wynikającego ze świadomości, że nikt z nas nie dorównuje bohaterom epickich sag, że w naszym życiu więcej jest szarości niż magii, że świat się zmienia niekoniecznie na lepsze, za każdym razem coś tracąc. Staje się bezpieczniejszy po wycięciu lasów „półświata”; negując istnienie elfen zapewnia spokój duszom śmiertelników, czyniąc życie prostszym.
Czytając tę książkę nie płakałam jak przy „Tiganie” czy „Gobelinie”; towarzyszy jej raczej melancholia i ściśnięcie w sercu, kiedy okazuje się, że już nikt nie pamięta Waleriusza z „Mozaiki”, że niedługo zniknie Al-Rassan i kto wie, za kilka stuleci magiczny świat Kaya stanie się tym, który my znamy na co dzień. Czy zniknie także błękitny księżyc?
Diar
Przechodzień
 
Posty: 12
Rejestracja: 22 września 2006, 23:46 - pt

Postautor: Tigana » 28 września 2006, 23:46 - czw

Diar pisze: Możliwe, że stanowi kontynuację drogi wybranej przez Kaya, którą da się zauważyć – w każdej kolejnej książce jest jakby mniej emocji, mniej wielkiego tragizmu

I tego mi chyba najbardziej zabrakło - o ile we "Lwach" czuło się nostalgię za tym co było, nadchodzące zmiany były namacalne to tutaj zmierzch pewnej epoki (magii ?) jest mało uchwytny. Odniosłem wręcz wrażenie, że bohaterzy ksiązki zatoczyli krag i wrócili do punktu wyjścia, że w ich życiu tak naprawdę nic sie nie zmieniło. Zgadzam się, że są w tekście ukryte pewne sygnały, że coś sie zmienia - mozaika Waleriusza czy wycięcie świętego lasu, ale dla mnie to wciąż za mało. Lubię kiedy autor wywołuje u mnie wzruszenie, powoduje, że czuje emocje tymczasem ta ksiażka zostawiła mnie obojętnym.
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: ajsber » 28 września 2006, 23:46 - czw

Tigana pisze:
Diar pisze: Możliwe, że stanowi kontynuację drogi wybranej przez Kaya, którą da się zauważyć – w każdej kolejnej książce jest jakby mniej emocji.
Lubię kiedy autor wywołuje u mnie wzruszenie, powoduje, że czuje emocje tymczasem ta ksiażka zostawiła mnie obojętnym.

Podpisuję się obiema rękami.
To właśnie emocje stanowiły głównie o odmienności Kay`a od całej reszty. Już w "Lwach..." było ich niezbyt wiele, jeśli w natępnej książce autor odchodzi od swego sposobu pisania tak, że czytelnicy ( wierni ) to zauważają to chyba jest sygnałem , że droga być może dobra jednak kierunek nie ten.....
ajsber
Skryba
 
Posty: 113
Rejestracja: 24 września 2006, 23:46 - ndz

Postautor: Artur Chruściel » 28 września 2006, 23:46 - czw

Diar pisze:Możliwe, że stanowi kontynuację drogi wybranej przez Kaya, którą da się zauważyć – w każdej kolejnej książce jest jakby mniej emocji, mniej wielkiego tragizmu, za to więcej smutku takiego codziennego


Pomijając "Ostatnie promienie słońca": żeby stwierdzić, że w "Sarantyńskiej mozaice" było mało emocji i tragizmu, trzeba chyba być z kamienia. Jedyne, co się u Kaya pod tym względem zmieniło (a stało się to na przełomie "Fionavaru" i "Tigany"), to ograniczenie patosu. Z którym zresztą radził sobie jak mało kto.

A.
Artur Chruściel
Asimov
 
Posty: 260
Rejestracja: 07 lipca 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: Sieradz / Kraków

Postautor: Diar » 29 września 2006, 23:46 - pt

Nie chodziło mi dokładnie o „Mozaikę” – bardzo lubię tę dylogię, ale ja jednak porównuję tego „nowego” Kaya z jego pierwszymi książkami: „Gobelinem” i „Tiganą”. Dla mnie to one są już od kilku lat na szczycie listy ukochanych lektur. Wiem, że to trochę niemodne mówić, że się lubi „Gobelin”, zauważyłam, że jest na forach fantastycznych najmniej ceniony, ale cóż... dla mnie był pierwszy. Fakt, nie jest wyznacznikiem jakości książki to, że się przy niej płacze bez względu na to, czy to pierwsze, czy dwudzieste jej czytanie, ale powiedzcie mi – kto się nie wzrusza przy pieśni Brendela na końcu „Najmroczniejszej drogi”? Na pewno są tacy, którzy powiedzą, że ilość patosu jest tam nie zniesienia, ale nie dla mnie. To inny patos niż ten z amerykańskich filmów z łopoczącym gwiaździstym sztandarem w tle. Kay potrafi pisać z umiarem, bez jednego zbędnego słowa, pozwala nam na smutek, w którym nie ma nic banalnego. W naszych niby ciekawych, ale (z mojego punktu widzenia) raczej prozaicznych czasach czekam na emocje rodem z sag i eposów. Bo o wielkości mogę już tylko czytać. I marzyć...
Diar
Przechodzień
 
Posty: 12
Rejestracja: 22 września 2006, 23:46 - pt

Postautor: Artur Chruściel » 29 września 2006, 23:46 - pt

Diar pisze:Nie chodziło mi dokładnie o „Mozaikę” – bardzo lubię tę dylogię, ale ja jednak porównuję tego „nowego” Kaya z jego pierwszymi książkami


Ale to czyni tezę o rozwoju odrobinę naciąganą. Nie uważasz?

Diar pisze:Wiem, że to trochę niemodne mówić, że się lubi „Gobelin”


Ja tam lubię. Bardzo. Ale zmniejszonego stężenia emocji nie dostrzegam - inna jest tylko forma, w jakiej są podawane.

Diar pisze:To inny patos niż ten z amerykańskich filmów z łopoczącym gwiaździstym sztandarem w tle. Kay potrafi pisać z umiarem, bez jednego zbędnego słowa, pozwala nam na smutek, w którym nie ma nic banalnego.


Całkowicie się zgadzam. W patosie (że go tak nazwę) klasycznym Kay osiągnął mistrzostwo i jest bodaj jedynym autorem, u którego ten patos mało że mnie nie odrzuca, to jeszcze zachwyca. Co zwiększa jeszcze mój zachwyt dla tego, co potrafi osiągnąć środkami o wiele subtelniejszymi.

A.
Artur Chruściel
Asimov
 
Posty: 260
Rejestracja: 07 lipca 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: Sieradz / Kraków

Następna

Wróć do Guy Gavriel Kay

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron