Tigana

Moderatorzy: Nightchill, Dhuaine, Andrzej Miszkurka, Kalriem

Tigana

Postautor: Vanth » 01 września 2006, 23:46 - pt

Jakoś nie wyobrażam sobie happy endów w powieściach Kaya. Przyzwyczaił mnie do zakończeń wieloznacznych, "otwartych", dających pożywke dla wyobraźni. Fascynuje mnie sposób, w jaki pisze - każde słowo jest ważne, każdy zwrot cos znaczy. Zdania układają się, łączą ze sobą niczym misterne wątki pięknej tkaniny, niczym pasujące do siebie tessery (aa - tu moje archeologiczne wykształcenie znów się odzywa - tłumacząc na polski - niczym kostki mozaiki), tworząc wspaniały, niepowtarzalny obraz. Zresztą same tytuły są "mówiące" - "Fionowarski gobelin", "Sarantyńska mozaika". Niektóre fragmenty czytałam wielokrotnie, próbując odkryć wszelkie ich niuanse - bo często proste z pozoru zdanie niesie w sobie wiele znaczeń. Poetyckie wręcz porównania, niedopowiedzenia, sugestie, które są pożywką dla wyobraźni czytelnika. Zdania - zagadki, zdania - aforyzmy, zdania - moralitety. Wrzucone znienacka w leniwy tok narracji burzą ja i zmieniają znaczenie dopiero co przeczytanego tekstu. Zdania - drzwi i słowa - klucze. Niczym partytura - zapis czegoś więcej, niż zwykłej historii, niesie ze sobą całą gamę uczuć, emocji, dźwięków, smaków, wrażeń zmysłowych. Styl rozpoznawalny juz od pierwszych linijek kolejnej książki - w którą zagłębiam się czując, że oto znów otwiera się przede mną świat godny poznania, kolejna wielka kreacja Kaya.

Nieprawdopodobny związek Crispusa i Alixany? Ależ on jest jak najbardziej możliwy. Dwie osoby skrzywdzone przez los, ktory odebrał im ukochanych, samotne, szukające jakiegoś ukojenia. Czy to już miłość? Czy dopiero jej zapowiedź, bo na razie łączy ich sympatia, wzajemny podziw i szacunek, mają wiele cech wspólnych, choć pozornie bardzo się od siebie różnią. Moga być ze sobą, cały czas kochając i czcząc pamięć tych, którzy odeszli.

Zgadzam się z Tiganą, że Dianora jest jedną z najciekawszych kobiecych postaci w Fantasy.

SPOILER

Samotna dziewczyna, która postanawia się zemścić - za swój kraj, za ojca, za ukochanego brata - i za siebie. Za odebraną, ukradziona młodość. Za ból, cierpienie i poniżenie. Za słodko - gorzkie uczucie, które połączyło ja z Baerdem - dwoje przerażonych, przedwcześnie dojrzałych dzieciaków, szukających w sobie pociechy, odrobiny ciepła i czułości, których nikt inny nie potrafił im okazać. Zabić tego, kto wymazał nazwę Tigany - jakież to trudne zadanie. I jaki niedojrzały plan - choć w jej oczach wydawał się dopracowany w najmniejszych szczegółach... a mnie przypominał młodzieńcze rojenia Alessana. Wydawało się, ze wszystko przewidziała - sposób, w jaki pozbędzie się swej dawnej tożsamości, w jaki dotrze na Wyspę i wkupi się w łaski jej władcy. I jak on umrze - ze świadomością, że ginie z reki mścicielki. Takie precyzyjne ustalenia - realizowane dokładnie, punk po punkcie, bez względu na poniesione koszta. Rozpatrzyła wszelkie wersje, wszelkie możliwości. Stała się kimś innym, nie było już Dianory córki Saevara - stała się Dianorą di Certano - piękną, kuszącą i tajemniczą. Była - daniną. Prezentem dla tyrana. Zabawką. Przedmiot - nic więcej, lecz jakże przydatny - wręcz niezbędny. Życie w saiszanie, codzienna walka o wpływy, intrygi, podstępy, zawiść i zazdrość, cala ta skomplikowana gra - by osiągnąć status pałacowej potęgi - a i tak chwiejny, niepewny, zależny od tak wielu czynników. W każdej chwili mogła upaść - niebaczne słowo, chwilowa słabość, krótsza, niż mrugnięcie oka utrata kontroli nad własnymi myślami - i wszystko mogło się zakończyć klęską. To była gra jej życia - i mogła ją kosztować życie. Niczym wytrawny strateg planowała każdy, najdrobniejszy nawet szczegół, każde spojrzenie, gest, uśmiech, lub skrzywienie warg, każde słowo... I tak przez dwanaście lat. Maska, nigdy nie zdejmowana praktycznie wrosła w jej twarz, przed szaleństwem, całkowitym zagubieniem się w tym, kim jest, a kogo ma udawać ratowała ją jedynie powtarzana codziennie litania, przypominanie sobie, czemu to czyni, co się stanie, gdy tyran zginie, ze nie będzie juz Dolnego Corte i Stevanienu - powróci Tigana fal i Avalle wież - słowa, niczym mantra. Samotna i często przerażona, nie mogąca nikomu zaufać. Nawet osoby najbliższe, nawet oddany jej całą duszą Scelto był dla niej kimś obcym - i potencjalnym wrogiem - choć znał ją, jak nikt inny... jak długo może trwać straceńcza misja? Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, coraz bliżej celu. Więcej juz, niż maskotka. Kobieta, która potrafi dać władcy rozkosz, spokój, zapomnienie. Która nie boi się powiedzieć mu prawdy - a przynajmniej tego, co on za prawdę uważa. Jakież to trudne - był przecież magiem, mógł ja tak łatwo rozszyfrować. Lecz nie - wierzył jej - w rozsądnych oczywiście granicach, ufał, nikt, tak jak ona nie potrafił go rozbawić. Wzruszyć. Dopuszczał ją do siebie wciąż bliżej i bliżej. Och, Dianoro - ile razy, leżąc obok niego, w czasie bezsennych nocy, zastanawiałaś się, czy to juz ten moment. Że tak łatwo go zabić - gdy spoczywa całkowicie bezbronny... czy wpatrywałaś się w ta pulsująca na szyi żyłkę.. szacowałaś swe szanse?

Możliwe, że tak właśnie było - przynajmniej na początku. Bo tworząc swój misterny plan nie wzięła jednak po uwagę tego, iż los bywa okrutny i bezlitosny. I lubi się bawić ludźmi. Nie przewidziała - bo jakże mogła przewidzieć - ze w jej sercu zrodzi sie uczucie. Że Brandin - wróg, potwór, tyran, który zniszczył wszystko, co było dla niej ważne i cenne okaże sie byc Brandinem - człowiekiem. Brandinem - mężczyzną. Brandinem - kochankiem. Czułym i opiekuńczym. Że obdarzy ją czymś, czego nigdy nie spodziewała sie otrzymać. Że sie po prostu w nim zakocha. Na pewno broniła sie przed tą miłością. Walczyła z nią. Wszak to zdrada. Najgorsza z możliwych. Gardziła sobą - za słabość, za niemożność zapanowania nad swym szalejącym sercem, za ciało, które reaguje podnieceniem na rozkosz, którą jej ofiarowywał. Za myśli, za to, ze coraz trudniej było jej przywołać nienawiść. Że powoli zapominała rysy Baerda. Że zaczęła wątpić, czy uda się jej zabic ukochanego. Że nie znajdzie na to siły - choc musi! Powinna! Bo to jej obowiązek! Co zrobić, gdy cały świat sie wali? Jak uciec przed przeznaczeniem? Wydawało jej się, że znalazła rozwiązanie. Nurkowanie po pierścień. Riselka. Myślała, ze wie, co może oznaczać jej spotkanie. Onestra nie wróciła, a potem nastąpiło zniszczenie. W ten sposób - jakże przewrotny - spowoduje klęskę władcy Chiary - bo inaczej nie potrafi... Pocieszała sie myślą, że on będzie żyć gdzieś, wspominając ją...już nie władca, lecz zwykły człowiek... Szła przez tłum z podniesioną głowa, gotowa na śmierć. Rzucając się w morskie fale wiedziała, ze umrze. Bo to jedyne wyjście. A później, w głebi, gdy cale życie stanęło jej przed oczami - okazało się, że musi wrócić. Po prostu musi... Bo nie należała jeszcze do Aedona. Bo miłość okazała się byc silniejsza, niż śmierć. I wróciła - do niego. Ze świadomością, że przegrała....

Lecz - kuriozalnie - jej czyn stał się przyczyna upadku Brandina. Bo morze przyjęło kochanka. Zaślubiny sie odbyły. Ludzie uwierzyli, ze jest prawowitym - i usankcjonowanym przez Trójce - władca. I poszli za nim. Gdyby nie Dianora wynurzająca się z pierścieniem w zaciśniętej dłoni - nie doszło by do bitwy z Alberico...

Ten krótki okres - od Nurkowania po ostatnia bitwę - to chwile szczęścia. Kochała i była kochana. I musiało jej to wystarczyć na wieczność.

Morze nie jest łaskawe. Nie oddaje raz ofiarowanych sobie darów. Życie Dianory - to była pożyczka, chwilowe odroczenie tego, co ostateczne i nieodwracalne. Morze czekało, wiedząc, że ona przyjdzie. Morianna czekała.

To nie mogło skończyć się inaczej. I choć czułam żal, ze Baerd nigdy nie odnalazł siostry - choć był tak blisko niej - to nie wyobrażam sobie, co jak mogliby się zachować podczas spotkania. Co powiedzieć. Jak wytłumaczyć to, co ich rozdzieliło. Oboje byli juz kimś zupełnie innym, niż ta dwójka przerażonych nastolatków, jakimi siebie pamiętali. Czy potrafili by siebie zrozumieć - swe motywy, myśli, czyny? Czy brat wybaczyłby siostrze? Nie, lepiej, by Baerd łudził sie nadzieją, że Dianora żyje gdzieś, bezpieczna. A ona - odnalazła spokój. O tak, Kay nie lubi łatwych rozwiązań.

Chyba sie rozpisałam... Ale Dianora jest zdecydowanie moją ulubioną postacią.
Awatar użytkownika
Vanth
Czytacz
 
Posty: 39
Rejestracja: 13 stycznia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Kraków

Postautor: moste6 » 01 września 2006, 23:46 - pt

szczerze?? Tigana była średnia... mam nadzieje że "Ostatnie Promienie słońca" będą lepsze :D jeżeli tak to może sięgnę po coś innego Kaya...
I właśnie te fragmęty z Dianorą nudziły mnie najbardziej!!
moste6
Mistrz Pióra
 
Posty: 199
Rejestracja: 04 sierpnia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Z Gór Mglistych

Postautor: Tigana » 01 września 2006, 23:46 - pt

Vanth pisze: Zgadzam się z Tiganą, że Dianora jest jedną z najciekawszych kobiecych postaci w Fantasy.

Miło mi :P
Vanth pisze: Chyba sie rozpisałam... Ale Dianora jest zdecydowanie moją ulubioną postacią.

Świetna analiza - jedyna prośba udzielaj się częsciej na forum.
Co do Dianory - też wydaje mi się, żeby spotkanie z bratem byłoby co najmniej dziwne. Wiele ich połączyło (zbyt wiele ?) a teraz równie dużo dzieliło. W pewnym sensie Dianora była zdrajcą - w końcu była nałożnica pogromcy Tigany. Jak by ją potraktowano - czy ktoś by w ogóle zadawał pytania ? A może brat stałby sie katem siostry ? Czasami lepiej o pewnych rzeczach nie wiedzieć - nie sądze zeby Baerd był szczęśliwszy gdyby poznał prawdę o siostrze.
Ostatnio zmieniony 06 listopada 2007, 23:46 - wt przez Tigana, łącznie zmieniany 1 raz
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: moste6 » 01 września 2006, 23:46 - pt

Tigana mam wrażenie że zapominasz o jednym... w książce wszyscy zgadzali się do tego że tyrani mają umrzeć naraz!! bo inaczej drugi z nich zdobyłby wszystko... i zapanowałby chaos!! więc w sumie Dianora przyczyniła się do tego żeby wszystko było jak należy :D
moste6
Mistrz Pióra
 
Posty: 199
Rejestracja: 04 sierpnia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Z Gór Mglistych

Postautor: Tigana » 01 września 2006, 23:46 - pt

moste6 pisze:szczerze?? Tigana była średnia (...)I właśnie te fragmęty z Dianorą nudziły mnie najbardziej!!

IMO ta książka jest świetna - co oczywiście nieoznacza, że musi się wszystkim podobać- ot odwieczna kwestia gustu :P Sporo zależy od tego jakie się miało nastawienie do niej i czego oczekiwano. Pamiętam, że "Tiganę" kupiłem nieco w ciemno - znałem Kay'a wyłącznie z "Fiovarskiego gobelinu", ale o tej książce nic nie wiedziałem. Chyba spodziewałem się bardziej klasycznej fantasy co sugerował blurb - osaczone miasto i grupa straceńców czekających na quest. Tymczasem dostałem w ręce cudowną książke zupełnie nie podobną do innych. I raczej zdania nie zmienie. Nota bene cena 29 zł za pojedyńczą książkę w 1998 roku była dosyć wysoka i czytając początek "Tigany" troche się bałem, ze wyrzucam pieniądze w błoto.
moste6 pisze: więc w sumie Dianora przyczyniła się do tego żeby wszystko było jak należy :D

Zgadzam się w zupełności - tylko że o działaniach i zamiarach Dianory na dobrą sprawę nikt nie wiedział. Dla Alessana i ludzi z jego grona była postacią co najmniej kontrowersyjną.
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: moste6 » 02 września 2006, 23:46 - sob

kontrowersyjną?? łagodnie powiedziane... najpierw byłaby zdrajczynią a jakby udało sie jej wszystko wyjaśnić to obwołali by ja zpaewne bohaterką ;)
ale ja niemam co gdybać bo nieznam toku myślenia Kaya... a choleka wie co on by wymyślił



Dodano Sob Wrz 02, 2006 11:29 am

Nie powiem, ale ze mną byo całkiem inaczej :D
Kupiłem "Tiganę" z nastawieniem na super książkę którą wszyscy polecają :wink: a tutaj taka średnia książka...
Ale Tigana u mnie średnia znaczy "Dobra" poprostu trudno mnie zadowloić i mam całkiem inny gust... spodziewałem się tego że akcja będzie w renesansowych włochach tak jak to w recenzji było :twisted: a tu mi z jakimś półwyspem "Dłoni" wyskakują :wink: poprostu szok spowodował mniejsze zainteresowanie książką!!! no... i gdyby too Dianorze skrócic to uznałbym tę książkę do 3 najlepszych dzieł jakie czytałem ( ale na 3 miejsce!! nikt nti pobije u mnie Tolka :twisted: )
moste6
Mistrz Pióra
 
Posty: 199
Rejestracja: 04 sierpnia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Z Gór Mglistych

Postautor: Vanth » 02 września 2006, 23:46 - sob

Ależ to były Włochy - jedynie przetworzone nieco przez Kaya. Dłoń, rozbita na księstwa to wszak But. Uważam, że książka byłaby dużo mniej interesująca, gdyby autor zrobił po prostu kalkę, zmieniając jedynie imiona postaci. A tak - stworzył własny, niepowtarzalny świat. Czerpiąc garściami z kultury, sztuki i obyczajowości włoskiego renesansu. Doprawiając własną wyobraźnią. I tak "Tigana" jest- oprócz "Fionowarskiego Gobelinu" oczywiście jego najbadziej utrzymanym w klimatach fantasy dziełem. Kolejne - i "Mozaika" i "Lwy" - są raczej historią alternatywną... no, z odrobina magii w tle.
Kay tworzy niezwykle ciekawe, pełnokrwiste, skomplikowane psychologicznie postacie. Takie, z którymi mozna sie utożsamiać, które nie pozostawiają człowieka obojętnym - można je kochać lub nienawidzić. Które zapadają wgłeboko w pamięć. Ech, aż mnie korci, zeby przedstawić mój odbiór pozostałych bohaterów "Tigany", lecz chyba jednak sobie daruję... żeby nie zanudzić.
Jego książek nie można traktować jak rozrywkowego czytadła, trzeba im poświęcić cały swój czas, całą uwagę (ja czytam go najczęściej nocą, gdy nie przeszkadzają mi żadne odgłosy zza ścian - kiedy jestem tylko ja, zagłębiona w ulubionym fotelu i kolejne dzieło mojego ulubionego pisarza). Trzeba do nich dorosnąć.
Oczywiście, nie każdy musi lubieć tego typu literature, taki wlaśnie sposób pisania - fantasy historyczno - psychologiczną, jak ją zwykłam określać. De gustibus non est disputandum.
Awatar użytkownika
Vanth
Czytacz
 
Posty: 39
Rejestracja: 13 stycznia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Kraków

Postautor: Tigana » 02 września 2006, 23:46 - sob

Vanth pisze:I tak "Tigana" jest- oprócz "Fionowarskiego Gobelinu" oczywiście jego najbadziej utrzymanym w klimatach fantasy dziełem. Kolejne - i "Mozaika" i "Lwy" - są raczej historią alternatywną... no, z odrobina magii w tle.

Zgadzam się - w "Tiganie" magia jest najbardziej namacalna, w innych powieściach Kaya elementy magiczne występują sporadycznie.
Co do realiów historycznych - w posłowiu do "Tigany" (wyd. "Maga") Kay wyraźnie pisze o swojej fascynacji renesansowymi Włochami i chyba nawet wymienia rody Medici i Sforza jako odpowiedniki swoich fikcyjnych bohaterów. Jednakże o ile "Lwy" oraz "Mozaika" są dosyć wiernym odzwierciedleniem konkretnych wydarzeń (rekonkwista w Hiszpani, rządy Justyniana Wielkiego) to "Tigana" jest najmniej quasi historyczną powieścią w dorbku autora.
Nie zgadzam się jednak z twoją opinią, ze książki Kay'a można zaliczyć do historii alternatywnych to raczej historia magica ale oczywiście to kwestia gustu.
Ostatnio zmieniony 06 listopada 2007, 23:46 - wt przez Tigana, łącznie zmieniany 2 razy
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Vanth » 02 września 2006, 23:46 - sob

Historia magica - jakie ładne określenie! I bardzo pasujące. Bo magia pojawia sie w kazdej z książek Kaya. Najsilniej - i najbardziej "kanoniczna" w "Fionowarskim Gobelinie", w kolejnych odgrywa coraz mniejszą (lecz przecież nie mniej znaczącą rolę. W "Mozaice" zepchnięta na kraniec cywilizownego świata, do odwiecznej, dzikiej puszczy, personifikowana przez zubira, dająca się czasem zamknąc i uwięzić w materialnej formie (Linon jest moją kolejną z wielu ulubionych kayowskich postaci), lez za taki czyn trzeba zapłacić. Zawsze. W "Lwach" nie ma magii opisanej, żadnych czarów, zaklęć i gdyby nie dwa księżyce - biały i błękitny - przemierzające nieboskłon, można by było uznać, że świat ten jest jak najbardziej realny. Magia tkwi w samej książce. Porywa i zapiera dech. Rodzi wizje... Sprawia, że przestaje istnieć „tu i teraz", że człowiek przenosi się bez reszty w świat wykreowany mistrzowską ręką autora.

Niektóre postacie z "Tigany" są jakby żywcem przeniesione z kart "Księcia" Machiavellego. Na przykład diuk Sandere - zręczny polityk, manipulator, intrygant, pociągająca z ukrycia za sznurki szara eminencja ( a raczej - martwa eminencja ). Błyskotliwy, potrafiący się znaleźć w każdej sytuacji, szarmancki, o nieodpartym uroku (tak sobie pomyślałam, ze w młodości kobiety musiały się o niego zabijać). Lecz i egoista, a nawet człowiek okrutny (gdy wymagała tego potrzeba). Doradca i mentor. Nie wachający się dla zrealizowania celu poświęcić wszystko - i wszystkich. Nawet własnego syna.
Awatar użytkownika
Vanth
Czytacz
 
Posty: 39
Rejestracja: 13 stycznia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Kraków

Postautor: Tigana » 02 września 2006, 23:46 - sob

Vanth pisze: Historia magica - jakie ładne określenie! I bardzo pasujące.

Niestety nie jest to mój wynalazek - po raz pierwszy (i ostatni) spotkałem się z nim w "Rękopisie znalezionym w Smoczej Jamie (Jaskini) " A. Sapkowskiego. Określenie jak najbardziej pasujące do twórczości Kay'a
Vanth pisze: W "Lwach" nie ma magii opisanej, żadnych czarów, zaklęć i gdyby nie dwa księżyce - biały i błękitny - przemierzające nieboskłon, można by było uznać, że świat ten jest jak najbardziej realny.

Pewną namiastką czarów (magii) jest dar jednego z synów "komendanta' Diego, a także (moim zdaniem) umiejętności lecznicze Kindathów.

W twórczości Kay'a bardzo podobają mi sie słowiańskie "akcenty": zubir (żubr ?) w "Mozaice" oraz riselka (rusałka) w "Tiganie" Mała rzecz a cieszy.
Ostatnio zmieniony 03 września 2006, 23:46 - ndz przez Tigana, łącznie zmieniany 2 razy
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Artur Chruściel » 03 września 2006, 23:46 - ndz

Tigana pisze:W twórczości Kay'a bardzo podobają mi sie słowiańskie "akcenty": zubir (żubr ?) w "Mozaice" oraz rusalka (rusałka) w "Tiganie" Mała rzecz a cieszy.


We wznowieniu to jest rusalka? Bo kiedyś była riselka...

A.
Artur Chruściel
Asimov
 
Posty: 260
Rejestracja: 07 lipca 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: Sieradz / Kraków

Postautor: Nightchill » 03 września 2006, 23:46 - ndz

W oryginale też jest riselka. Tigana chyba był śpiący, jak to pisał, bo zrobił jeszcze jamę z jaskinii ;).
"Jakie jezioro, taka pani..."
Awatar użytkownika
Nightchill
Moderator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 13 sierpnia 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: z piwnicy

Postautor: Tigana » 03 września 2006, 23:46 - ndz

Nightchill pisze:W oryginale też jest riselka. Tigana chyba był śpiący, jak to pisał, bo zrobił jeszcze jamę z jaskinii ;).

Nie byłem spiący, a tylko wciąż pod wrażeniem gry naszej reprezentacji w piłce nożnej :wink:
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Artur Chruściel » 03 września 2006, 23:46 - ndz

Tigana pisze:Nie byłem spiący, a tylko wciąż pod wrażeniem gry naszej reprezentacji w piłce nożnej :wink:


Za to reklama Nike była świetna. No i "Hurt" też jakoś wcześniej nie zdarzyło mi się usłyszeć. :wink:

A.
Artur Chruściel
Asimov
 
Posty: 260
Rejestracja: 07 lipca 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: Sieradz / Kraków

Postautor: Tigana » 03 września 2006, 23:46 - ndz

Artur Chruściel pisze:Za to reklama Nike była świetna. No i "Hurt" też jakoś wcześniej nie zdarzyło mi się usłyszeć. :wink:
A.

Lekko off topowo - Nie zrozumiałem twojej wypowiedzi - szczególnie tego "Hurt"
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Następna

Wróć do Guy Gavriel Kay

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron