Sarantyńska mozaika

Moderatorzy: Nightchill, Dhuaine, Andrzej Miszkurka, Kalriem

Sarantyńska mozaika

Postautor: ASX76 » 28 sierpnia 2006, 23:46 - pn

jachu pisze:(...)

Zabieram się za "Pożeglować do Sarancjum" Gay'a Gavriela Kay'a, którą kupiłem dzisiaj w szczecińskim antykwariacie :) To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Mam nadzieję, że się nie zawiodę :)


Gratuluję niezwykle udanego zakupu.
Na Twoim miejscu od razu rozejrzałbym się za drugą częścią pt. "Władca Cesarzy".
Spróbuj tylko powiedzieć że coś ci się w tych pięknych książkach nie podoba... Nie będzie żadnej litości. :wink:
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: Vanin » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

ASX76 pisze:Spróbuj tylko powiedzieć że coś ci się w tych pięknych książkach nie podoba...

Bardzo proste. Spartolone zakończenie "Władcy cesarzy", do bólu nieprawdopodobne z psychologicznego punktu widzenia. Miłość pokonana przez zwierzęce pragnienie prokreacji...
Awatar użytkownika
Vanin
Mistrz Pióra
 
Posty: 168
Rejestracja: 01 lipca 2005, 23:46 - pt

Postautor: jachu » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

ASX76 pisze:Gratuluję niezwykle udanego zakupu.
Na Twoim miejscu od razu rozejrzałbym się za drugą częścią pt. "Władca Cesarzy".


Nic z tego. Priorytety zakupowe mam na razie inne, a poza tym, na razie przeczytałem zaledwie 30 stron i książka mnie specjalnie nie porwała. Czyta się nieźle, zapowiada się obiecująco, ale nie PORYWA. Zobaczymy co będzie dalej.

ASX76 pisze:Spróbuj tylko powiedzieć że coś ci się w tych pięknych książkach nie podoba... Nie będzie żadnej litości. :wink:


Eee tam. Nie boję się :) Na razie nie podoba mi się raczej wolny sposób prowadzenia akcji. I te imiona: Flaviusz, Klaudiusz, Focjusz, Wenuwisz... straszny debilizm. Wiem, że to książka oparta na fikcji historycznej, ale te imiona działają mi na nerwy :roll:
Awatar użytkownika
jachu
Pisarczyk
 
Posty: 92
Rejestracja: 17 maja 2006, 23:46 - śr
Lokalizacja: Szczecin

Postautor: Artur Chruściel » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

jachu pisze:Na razie nie podoba mi się raczej wolny sposób prowadzenia akcji. I te imiona: Flaviusz, Klaudiusz, Focjusz, Wenuwisz... straszny debilizm.


Łojezu. Właśnie wyobraziłem sobie mozaicystę Conana, który przybywa do miasta Arrakis rządzonego przez cesarza Dartha Maula do spółki z cesarzową Galadrielą.

A.
Artur Chruściel
Asimov
 
Posty: 260
Rejestracja: 07 lipca 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: Sieradz / Kraków

Postautor: jachu » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Artur Chruściel pisze:Łojezu. Właśnie wyobraziłem sobie mozaicystę Conana, który przybywa do miasta Arrakis rządzonego przez cesarza Dartha Maula do spółki z cesarzową Galadrielą.

A.

Akurat wymieniłeś jedne z najgłuposzych imion w literaturze fantasy ;)
Poza tym napisałem, że rozumiem dlaczego takie imiona zostały użyte... nic jednak nie poradzę, że mnie denerwują ;)
Awatar użytkownika
jachu
Pisarczyk
 
Posty: 92
Rejestracja: 17 maja 2006, 23:46 - śr
Lokalizacja: Szczecin

Postautor: Artur Chruściel » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Vanin pisze:Bardzo proste. Spartolone zakończenie "Władcy cesarzy", do bólu nieprawdopodobne z psychologicznego punktu widzenia. Miłość pokonana przez zwierzęce pragnienie prokreacji...


Ono jest... elastyczne, nie zaś nieprawdopodobne. Mogło być, mogło go nie być, ale jest w nim cel (poza tym, że jest w nim też cudna symetria z zakończeniem "Pożeglować..."). Nie znajduję nic nieprawdopodobnego w tym, że coś się skończyło i coś się zaczęło. Ale, w przeciwieństwie do Kaya, nie znajduję w tym też nic pocieszającego.

A.
Artur Chruściel
Asimov
 
Posty: 260
Rejestracja: 07 lipca 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: Sieradz / Kraków

Postautor: Vanin » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Arturze, problem w tym, że przez dwa tomy jesteśmy karmieni ciągłym przypominaniem o absolutnej miłości pewnej damy, do pewnego potężnego człowieka. I to uczucie jest widoczne w każdej scenie, w której się oboje pojawiają. Nie ma takiej możliwości, żeby tak głęboko zakochana istota po roku od śmierci małżonka, rzuciła się w ramiona innego. To jest po prostu niewiarygodne.
Awatar użytkownika
Vanin
Mistrz Pióra
 
Posty: 168
Rejestracja: 01 lipca 2005, 23:46 - pt

Postautor: Artur Chruściel » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Vanin pisze:Arturze, problem w tym, że przez dwa tomy jesteśmy karmieni ciągłym przypominaniem o absolutnej miłości pewnej damy, do pewnego potężnego człowieka.


Przestała go kochać? Po prostu straciła i szuka jakiegoś celu, by żyć dalej. Podobnie jak Crispin.

A.
Artur Chruściel
Asimov
 
Posty: 260
Rejestracja: 07 lipca 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: Sieradz / Kraków

Postautor: Vanin » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Let's just agree to disagree, bo widzę, że w tym względzie nie mamy szans na dogadanie się :)

Gdyby nie zakończenie to mogłaby być książka genialna, a tak jest "tylko" bardzo dobra.

Ale najprawdopodobniej ja nie akceptuję zakończeń u Kaya, uważam je za niedorobione, bo tak samo nie odpowiadało mi zakończenie "Tigany" i zachowanie Dianory. Mogłaby to być bardzo dobra książka, a tak jest tylko dobra.
Awatar użytkownika
Vanin
Mistrz Pióra
 
Posty: 168
Rejestracja: 01 lipca 2005, 23:46 - pt

Postautor: Shadowmage » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Co do Dianory to się zgodzę :) A w kwestii "Sarantyjskiej moziaki" to nie mam zdania (moim zdnaniem Kay dostarczył tutaj zbyt mało informacji) - znane są przypadki, że mimo wielkiej miłości wdowa/wdowiec szybko znajdują pocieszenie. No i czytając dylogię miałem wrażenie, że Cesarzowa od początku miała się ku Crispinowi, że tak powiem.
Awatar użytkownika
Shadowmage
Wielki AQ
 
Posty: 1082
Rejestracja: 04 września 2005, 23:46 - ndz

Postautor: Vanin » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Ale to nie był pociąg fizyczny. Raczej już w momencie jego prezentacji przed dworem cesarskim dostrzegła w nim inteligencję, a to sobie ceniła.
Awatar użytkownika
Vanin
Mistrz Pióra
 
Posty: 168
Rejestracja: 01 lipca 2005, 23:46 - pt

Postautor: Tigana » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Vanin pisze:Ale najprawdopodobniej ja nie akceptuję zakończeń u Kaya, uważam je za niedorobione, bo tak samo nie odpowiadało mi zakończenie "Tigany" i zachowanie Dianory.

SPOILERY
Primo - na dalszą (ewentualną) dyskusje zapraszam do odpowiedniego tematu.
Secundo - naprawdę nie wię czemu się tak czepiacie zakończenia "Tigany" - ono było po prostu genialne. Pojawienie się rusalki jedynie pokazuje, że życie książkowych bohaterów trwa dalej, a nie kończy się z ostatnią stroną powieści. I można się tylko zastanawiać jak potoczą sie dalsze dzieje naszych bohaterów i która część przeznaczenia ich dotknie.
Dianora - kobieta rozdarta między nienawiścią a miłością to IMO jedna z najciekawszych kobiecych kreacji w literaturze fantasy Powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie żeby po tym wszystkim co przeżyła mogła na koniec paść w ramiona brata i żyć długo i szczęśliwie - to by było nielogiczne.
-----------------------------------------------------------------------------------
edit - prosiłem o nie zbaczanie z tematu a sam zboczyłem :wink:
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Shadowmage » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Vanin pisze:Ale to nie był pociąg fizyczny. Raczej już w momencie jego prezentacji przed dworem cesarskim dostrzegła w nim inteligencję, a to sobie ceniła.


Pociąg fizyczny? Nie pamiętam za dobrze, ale czy faktycznie było to przedstawione w ten sposób? Z tego co pamiętam z zakończenia, to Alixana zwróciła się do Crispina jako jedynej pokrewnej jej duszy. To jest potwierdzenie tego, co piszesz. Było coś wspomniane o dziecku - może chciała mieć nowy cel w życiu?
Awatar użytkownika
Shadowmage
Wielki AQ
 
Posty: 1082
Rejestracja: 04 września 2005, 23:46 - ndz

Postautor: Adam1 » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Kupić Włsadcę Cesarzy można na Zysku za 13,5zł + wysyłka. Leży to tam od roku chyba w tej cenie.

"Pożeglować do Sarancjum" kupiłem za 6zł też w Zysku parę lat temu, przeczytałem i oceniam na 4 w skali od 1 do 6.

Kryspina nawet lubiłem. :) Podobał mi się opis jego podróży do Sarancjum :)

Gdyby zamiast "Sarancjum" było "Bizancjum", zamiast cesarza Sarancjum i jego żony - ich imion - Justynian i Teodora to dałbym tej książce 4+. Nie wiem po co ta ciągła szopka z zamienianiem imion i nazw - czy nie prościej byłoby napisać książkę historyczną zbeletryzowaną zamiast karmić czytelnika fikcyjnymi nazwami realnie istniejących miejsc?

Sarancjum=Bizancjum z początków VI wieku
wódz na dworze cesarza to realny Belizariusz i etc.

Po co to było zmieniać?

Ten sam zarzut mam wobec nowej książki Kaya, która gdyby pozmieniać nazwy byłaby pewnie dobrą książką historyczną zbeletryzowaną :)
Love is the difficult realization that something other than oneself is real.

Iris Murdoch (1919–1999), Irish-born British novelist.
Chicago Review "The Sublime and the Good" (1959).
Awatar użytkownika
Adam1
Wielki AQ
 
Posty: 1238
Rejestracja: 19 maja 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Łódź

Postautor: Artur Chruściel » 29 sierpnia 2006, 23:46 - wt

Adam1 pisze:Po co to było zmieniać?


Bo w tej zmianie siedzi bardzo wiele z sensu książki. Żeby się nie powtarzać, skorzystam z tego, co już kiedyś napiałem tutaj:

To nie jest tylko zabawa, zabieg formalny. Mozaikowa narracja ma nie tylko wiązać strukturę powieści z jej treścią, ale powiedzieć też coś o metodzie twórczej Kaya, wyraźniej, niż można to było wyartykułować w "Tiganie". Ten tłum postaci, mnogość perspektyw - w pewien sposób pokazuje względność historii, prawda, ale chodzi o naszą historię, nie Sarancjum. Historycy z Sarancjum i Bizancjum będą kłamać i się mylić: Tilliticus zostanie świętym, ocaleją paszkwile Perteniusza i Prokopiusza. Ale przecież (poza tą moją małą nadinterpretacją zakończenia) Kay nie poddaje pod wątpliwość tego, co on opowiada, jako wszechwiedzący narrator. Nie poddaje, bo nie chce. Pisząc o Sarancjum może opowiedzieć prawdę językiem fikcji: nie musimy wierzyć, że Perteniusz był inteligentnym draniem, bo to WIEMY. Nie musimy wątpić w szczerość miłości Waleriusza i Alixany, wiedząc, że życie władców rzadko bywa tak proste. My to widzimy, wzmocnione narracją w czasie teraźniejszym. Pisząc tak, jak pisze, Kay nie rozszerza tylko możliwości fabularnych i ontologicznych. Nie ucieka przed zarzutem historycznej nieścisłości. To jedyny sposób, aby opowieść była prawdziwa. I nie chodzi o to, że prawda historyczna jest inna - ona jest nieosiągalna.

I temu właśnie służy mozaika ludzi, których drobne decyzje równie dobrze mogą wpłynąć, co nie wpłynąć na losy świata. To jakby przybliżenie minimalnego układu odosobnionego potrzebnego do opisania wydarzeń. A jak wiele jego elementów jest poza polem obserwacji historyków? No właśnie.


A.
Artur Chruściel
Asimov
 
Posty: 260
Rejestracja: 07 lipca 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: Sieradz / Kraków

Następna

Wróć do Guy Gavriel Kay

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron