Pieśń dla Arbonne

Moderatorzy: Nightchill, Dhuaine, Andrzej Miszkurka, Kalriem

Postautor: Artur Chruściel » 24 lutego 2008, 23:46 - ndz

ASX76 pisze:Również czekam na tę okazję, choć nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam. :wink: Patrząc na plany MAG-a, obawiam się, że na Gobelin przydzie czekać latami...


Zawsze można jeszcze po wydanie Zyska sięgnąć... U mnie problem jest taki, że kolejka rzeczy "do przeczytania" jest potwornie długa i zachęta w postaci nowego przekładu byłaby pomocna.

ASX76 pisze:"Ostatnie promienie słońca" słabsze literacko :?: :shock: Veto :!: :)


W porównaniu z "Mozaiką"? Nawet nie ma o czym mówić. I tłumaczenie, że w "Promieniach" Kay sięga do innych źródeł inspiracji jakoś do mnie nie trafia. Ani "Arbonne" nie była w takim stopniu pieśnią trubadura, ani "Promienie" nie były tak nordyckie, jak mozaikowa była "Mozaika". Nie ma w "Promieniach" sceny porównywalnej pod względem kunsztu narracji do prologu "Pożeglować" czy wyścigu we "Władcy cesarzy". Nie ma tych wspaniałych symetrii i asymetrii rozpiętych na całej książce (w przypadku "Mozaiki" - na dwóch).

ASX76 pisze:A co sądzisz o "Pieśń dla Arbonne" :?:


Czyta się. Z zaciśniętymi zębami i spod wpółprzymkniętych powiek :wink: No i jednak z głęboką wdzięcznością, że wreszcie nadrobiliśmy zaległości wydawnicze.

To jednak wciąż jest Kay, chociaż tym razem raczej na zimno piszący "Kayem". Nie jest "Arbonne" tak wyrachowana jak "Ysabel", ale wymaga nieludzko wiele, żeby dać jej się pochłonąć. Ja nie sprostałem. No i bardzo dużo traci ta książka na zbyt jednoznacznych antagonistach - wszystko co mogłoby wzbogacić Galberta jest czysto deklaratywne.

Wydaje mi się, że mimo drobnych akcentów, Kay przy pisaniu tej książki nie miał jeszcze perspektywy historiozoficznej, która nadaje ton jego książkom od "Lwów" po "Promienie" (w "Ysabel" to już jest raczej - nieudana - metaopowieść, w której historia już nie była czynnikiem kształtującym fabułę, lecz tłem dla ponadhistorycznej opowieści). W efekcie dominantą (nadmierną) jest relacja rodziców i dzieci, którą o niebo lepiej udało mu się rozegrać w "Promieniach" właśnie.

A.
Artur Chruściel
Asimov
 
Posty: 260
Rejestracja: 07 lipca 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: Sieradz / Kraków

Postautor: Kalriem » 24 lutego 2008, 23:46 - ndz

ASX76 pisze:Tertio - ASX nie przesadza. "Pieśń dla Arbonne" jest nieudaną książką, pełną naiwnych (aż do bólu) scen. Bardzo razi fabularnym nieprawdopodobieństwem. Liczba cudów daleko wykracza poza moje granice tolerancji.

Śmiem twierdzić że często przesadzasz, w tym wypadku aż do bólu - i po co ten podpis? Nie sądzisz że to nie przesada? Toż ta książka nie jest taka zła, żeby ją tak linczować...

Mam tę przewagę, że przeczytałem książkę do końca. :P

Ale i mi przewaga... Jestem aktualnie przy końcu - tak, jeszcze nie skończyłam :/

I czy to jest jakiś grzech śmiertelny, że w książce znajdą się rzeczy naiwne i nierzeczywiste? To fantastyka, tutaj muszą się dziać rzeczy nierzeczywiste ;)
Fakt, każdy ma prawo do własnego zdania - mi się książka podoba - chociaż to już nie to co "Lwy" (najlepsza jego książka), ale też nie gniot jakim chcesz go ukazać.
Awatar użytkownika
Kalriem
Moderator
 
Posty: 2289
Rejestracja: 04 lipca 2005, 23:46 - pn

Postautor: ASX76 » 25 lutego 2008, 23:46 - pn

Kal :arrow: Nie wytykam Kayowi tego, że książka jest nierzeczywista, ale że fabuła jest do tego stopnia nieprawdopodobna, że aż mnie wykręca na drugą stronę. Nie mam nic przeciwko nierzeczywistym rzeczom w fantastyce, ale wielce naiwnym i nieprawdopodobnym - jak najbardziej, a tak właśnie jest w przypadku "Pieśń dla Arbonne", niestety. A końcówka ponadto, jakby jeszcze tego było mało, wprost poraża beznadziejną harlequinowatością. Czy naprawdę mam spoilerować i punkt po punktcie uzasadniać tak oczywistą oczywistość :?:

Nie sądzę, że mój podpis to przesada, zresztą aż taki straszny to on nie jest. :wink:
Pisałem o tym, ale powtórzę raz jeszcze, z tym, że w nieco zmienionej formie (dla urozmaicenia :wink: ) - książka jest dobra do około 250 - 300 stronicy. Co prawda w międzyczasie zdarzają się pewne usterki, ale nie rażą. Momentami Kay pisze pięknie... A później robi się coraz gorzej i gorzej... aż do tak tragicznego i przegiętego finału, że kapcie same spadają, włosy wypadają, kartofle w piwnicy gniją... :shock:
Powiem tak: pół książki dobre, chwilami bardzo dobre, a reszta bardzo kiepska i denerwująca i bardzo, bardzo rozczarowująca rzeczami, o których wcześniej wspominałem. A że koniec wieńczy dzieło, więc doprawdy nie widzę powodu, żeby się z książką zbytnio cackać. Pisałem o wadach, ale i zaletach, tak więc nie jest tak, że widziałem tylko jedną stronę medalu. "Pieśń dla Arbonne" nie jest gniotem, ale jej druga "połówka" w zestawieniu z ciekawym i naprawdę dobrze zapowiadającym początkiem jest... jaka jest. Jak dla mnie, rzecz jasna.

Artur Chruściel :arrow: Co prawda można sięgnąć po wydanie Zysk-u, jednak skoro na półce stoją inne książki Kaya w jednolitej szacie graficznej wydane przez MAG (za co mu chwała na wieki wieków) a wcześniej była mowa o tym, że i na Gobelin przyjdzie czas (może to już nieaktualne...?), to mam w sobie na tyle cierpliwości, żeby jeszcze poczekać, tym bardziej, że jestem fanatykiem i lubię świeżo wydane knigi, a nie użytkowane przez kogoś starocie sprzed lat.

W "Ostatnich promieniach słońca" są ślicznie opisane sceny rozgrywające się w magicznym lesie. Pewnie, że nie jest to coś pełnego wspaniałych symetrii i asymetrii jak w Mozaice, ale ma w sobie magiczną głębię czystego literackiego piękna, którą w fantastyce umie dać tylko Kay. :D
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: ASX76 » 04 marca 2008, 23:46 - wt

Link do recenzji A. Kańtoch. Ocena: 60% (a więc 6/10):
http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=5042
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: niepco » 13 marca 2008, 23:46 - czw

Połknąłem najpierw jakieś 200 stron Pieśni dla Arbonne i nic nie zwiastowało nadchodzącej katastrofy :D Rzekłbym: Kay w dobrej formie, dorównującej Lwom Al-Rassanu. Wróciłem zatem do lektury, napięcie rosło... ;)

No i rosło, aż do 300 strony mniej więcej... a potem bęc! Balonik pękł i powietrze uleciało. W sumie mogę się podpisać pod tym co napisał powyżej ASX76 - z tym, że mnie żyłka nie strzeliła, gdyż nie nastawiałem się zbyt pozytywnie do lektury. Dzięki temu rozczarowanie nieco mniejsze:-) Książkę czyta się mimo wszystko momentami dobrze, więc zatwardziali i nieco zaślepieni fani Kaya będą zadowoleni. Mnie natomiast po lekturze przychodzą tylko dwa słowa: sztampa i banał. Typowa historyjka, której zakończenie łatwo daje się przewidzieć. Co mnie najbardziej u Kaya zaczyna denerwować to jego tanie filozofowanie. Boże co za nędza! Może nabierał dopiero sił przed napisaniem Lwów Al-Rassanu? To, co było atutem Kaya w Mozaice (wiecie, tej w 2 tomach;-) ), tutaj stało się pseudofilozoficznym bełkotem, a magia rozmyła się w pobrzdękiwaniach "wykastrowanych" trubadurów i pochrząkiwaniach żonglerów (sic!)
I'm not singing for the future
I'm not dreaming of the past
I'm not talking of the first time
I never think about the last

Shane MacGowan
Awatar użytkownika
niepco
Cthulhu
 
Posty: 506
Rejestracja: 01 lipca 2005, 23:46 - pt
Lokalizacja: Antiquitatis Genus Crosniensis

Postautor: ASX76 » 13 marca 2008, 23:46 - czw

Nie obawiasz się oskarżeń o histerię (i to nieuleczalną) ze strony zatwardziałych i nieco zaślepionych fanów Kaya :?: :wink: :P

Sam jestem miłośnikiem twórczości Guvriela, lecz to co uczynił z "Pieśń dla Arbonne" po mniej więcej 300 stronach książki woła o pomstę do niebios. W moim przypadku negatywne zaskoczenie było większe. Co prawda miałem w pamięci jedną z "netowych" recenzji, ale spodobał mi się sam początek utworu, ba, zaczynałem się łudzić, ku swojej niczym nie skrępowanej naiwności, że skoro teraz jest tak miło i przyjemnie, to dalej nic się w tym względzie nie zmieni. Wielka szkoda, że stało się inaczej.
Nie było mi łatwo wyrażać się negatywnie o książce pisarza, którego cenię i uważam za jednego z najlepszych autorów fantastycznych, jednak z poczucia choćby zwykłej przyzwoitości czułem się w obowiązku napisać prawdę o tym, jak "Pieśń dla Arbonne" oceniam i zarazem ostrzec innych, żeby żadną miarą nie liczyli na coś klasy: "Sarantyńska Mozaika", "Ostatnie promienie słońca" czy "Lwy Al-Rassanu".
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: Tigana » 13 marca 2008, 23:46 - czw

ASX76 pisze:Nie obawiasz się oskarżeń o histerię (i to nieuleczalną) ze strony zatwardziałych i nieco zaślepionych fanów Kaya :?: :wink: :P

A znasz jakiś innych prócz Ciebie mój drogi ASX :wink:
Ja do książki Kaya dopiero się przymierzam, ale mając w pamięci "Ysabel" specjalnie nie boje się rozczarowania. Gorzej chyba być nie może :P
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: ASX76 » 13 marca 2008, 23:46 - czw

Tigana pisze:(ciach)
Ja do książki Kaya dopiero się przymierzam, ale mając w pamięci "Ysabel" specjalnie nie boje się rozczarowania. Gorzej chyba być nie może :P


Optymista... :P
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: Elektra » 13 marca 2008, 23:46 - czw

Cholera, przez to wielkie narzekanie ASX-a nie zabieram się ciągle za tę książkę. O Ysabel słyszałam nieciekawe opinie i nie było tak źle, a tutaj się normalnie boję. Chociaż liczę się z tym, że nasze zdania mogą się całkowicie mijać, to wciąż zwlekam z czytaniem. :?
Nie mów kobiecie, że jest piękna. Powiedz jej, że nie ma takiej drugiej jak ona, a otworzą ci się wszystkie drzwi.
Jules Renard

Obrazek
Awatar użytkownika
Elektra
Wielki AQ
 
Posty: 1280
Rejestracja: 08 lipca 2005, 23:46 - pt
Lokalizacja: z Gdyni

Postautor: Nightchill » 13 marca 2008, 23:46 - czw

Jeśli już kupiłas, to chyba nie ma nic do stracenia...
"Jakie jezioro, taka pani..."
Awatar użytkownika
Nightchill
Moderator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 13 sierpnia 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: z piwnicy

Postautor: Galvar » 13 marca 2008, 23:46 - czw

Powoli kończę "Pieśń dla Arbonne". Wbrew utyskiwaniom niektórych, książka jest dobra. A jestem już po ponad 350 stronach. ;) Nie wiem co tak niektórych odrzuciło i to dużo wcześniej. "Pieśń dla Arbonne" ma swój klimat i wbrew pozorom nie jest napisana w 100% tak jakby możnaby się było spodziewać.

Zakończenia można się spodziewać już od pewnego czasu, ale w tej chwili nie wiem czy się potwierdzi. ;)

Innymi słowy, czytaj Elektro i wyrób sobie własną opinię. 8)
Galvar, mag z charakterem. ;)
Awatar użytkownika
Galvar
Asimov
 
Posty: 342
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: ASX76 » 14 marca 2008, 23:46 - pt

Galvarku :arrow: Zaczęło odrzucać nie tak dużo wcześniej... Nie było tak, że oto mamy stronę nr 300 i już "Sodoma Gomorę pogania". :wink: Książka psuje się stopniowo, "im dalej w las, tym ciemniej", a apogeum rozkładu osiąga na końcu.
Z ostateczną oceną utworu proponowałbym wstrzymać się do zakończenia "procesu" lektury. :wink: No, chyba że wystawiłeś ją a priori... :P
P.S. "Nie chwal dnia przed zachodem słońca". :wink:

Elektruś :arrow: Nie ma czego się bać. Bądź co bądź to tylko książka. Krzywdy fizycznej nie zrobi. :wink:
Zdziwiłbym się, gdyby nasze oceny "Pieśń dla Arbonne" znacząco się rozminęły.
P.S. Co prawda nie nazywam się Stephen King, ale trochę postraszyć, jak widać, umiem... :wink: Chyba zacznę pisać horrory... :P
Awatar użytkownika
ASX76
Samuraj Jack
 
Posty: 2878
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob

Postautor: niepco » 14 marca 2008, 23:46 - pt

Każdy wyrobi sobie swoją opinię - to oczywiste. Czytać trzeba. Moim punktem odniesienia jest w przypadku Kaya Mozaika. I całe szczęście, że od niej zacząłem (próby zmęczenia Gobelinu nie wspomnę bo do dziś nieudana), gdyż inaczej Kaya w ogóle bym nie czytał zapewne. Oko wiele zniesie, można przeczytać nawet książkę telefoniczną - ale tu chodzi przecież o przyjemność i rozrywkę, a wysokiego poziomu tychże, Pieśń raczej nie zapewnia... Ot, przeczytać i zapomnieć.
I'm not singing for the future
I'm not dreaming of the past
I'm not talking of the first time
I never think about the last

Shane MacGowan
Awatar użytkownika
niepco
Cthulhu
 
Posty: 506
Rejestracja: 01 lipca 2005, 23:46 - pt
Lokalizacja: Antiquitatis Genus Crosniensis

Postautor: Galvar » 15 marca 2008, 23:46 - sob

ASX76 pisze:Galvarku :arrow: Zaczęło odrzucać nie tak dużo wcześniej... Nie było tak, że oto mamy stronę nr 300 i już "Sodoma Gomorę pogania". :wink: Książka psuje się stopniowo, "im dalej w las, tym ciemniej", a apogeum rozkładu osiąga na końcu.
Z ostateczną oceną utworu proponowałbym wstrzymać się do zakończenia "procesu" lektury. :wink: No, chyba że wystawiłeś ją a priori... :P
P.S. "Nie chwal dnia przed zachodem słońca". :wink:
Spoko, spoko. Ocena końcowa będzie niebawem. ;) Na razie tylko przedstawiam swoje, nieco lepsze, zdanie o tej książce.
Galvar, mag z charakterem. ;)
Awatar użytkownika
Galvar
Asimov
 
Posty: 342
Rejestracja: 02 lipca 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Raven » 15 marca 2008, 23:46 - sob

niepco pisze:Wychodzi na to, iż Kay napisał tylko jedną naprawdę dobrą książkę: Mozaikę (dobra, ok - Lwy też dadzą się czytać).

Bez przesady niepco, Lwy to świetna książka, która nieznacznie tylko ustępuje Mozaice. Jedyny zarzut jaki można mieć to do zbytniej doskonałości bohaterów - ale mnie to osobiście nie przeszkadza, ot taka konwencja :D .
Awatar użytkownika
Raven
Przechodzień
 
Posty: 4
Rejestracja: 15 marca 2008, 23:46 - sob
Lokalizacja: Kraków

PoprzedniaNastępna

Wróć do Guy Gavriel Kay

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron