Ysabel

Moderatorzy: Nightchill, Dhuaine, Andrzej Miszkurka, Kalriem

Postautor: _Morgiana » 23 sierpnia 2007, 23:46 - czw

Ech. Zgadzam się z Tiganą. Naprawdę, gdybym miała przeczytać tą książkę nie znając nazwiska autora, w życiu bym nie pomyślała, że to Kaya. Zabrakło barwnych postaci, zabrakło wzruszeń. No i za dużo tych niedomówień. W wielu (zbyt wielu) momentach miałam wrażenie, jakby autor próbował na siłę "unowocześnić" Neda, a niektóre powiedzenia i określenia sprawiały, że niemal otwierałam usta ze zdziwienia. Może to być wina tłumacza. Tak czy owak, tym razem Kay ustawił sobie poprzeczkę zbyt wysoko i podjął się zadania niemal niewykonalnego. "Ysabel" bardzo mnie rozczarowała. Mam nadzieję, że Kay powróci do swojego poprzedniego stylu, bo kolejne takie czytadło sprawi, że stracę do niego wiele szacunku.
Awatar użytkownika
_Morgiana
Pisarczyk
 
Posty: 58
Rejestracja: 10 lipca 2007, 23:46 - wt

Postautor: Elektra » 27 sierpnia 2007, 23:46 - pn

Kalriem pisze:No normalnie szok jak to przeczytałam, Tigano. Kay to taki dobry pisarz a tak się opuścił? Może to tylko wypadek przy pracy?
Chociaż nie powiem, chętnie bym przeczytała sama, aby się przekonać czy to naprawdę taki gniot, jak piszesz.

To nie jest wypadek przy pracy. To jest po prostu inny rodzaj literatury. Po prostu mało w tej książce Kaya. Nie ma tego, co tak urzekło czytelników w jego wcześniejszych powieściach. Przede wszystkim nie ma aż tylu emocji. Ja się prawie nie wzruszyłam czytając Ysabel, a ja się łatwo wzruszam przy książkach. ;)

To nie jest zła książka. Ona jest po prostu bardzo inna od wcześniejszych. No i przez to, że głównymi bohaterami jest dwójka piętnastolatków, ciężko stwierdzić, dla kogo ona naprawdę jest skierowana.


Mnie się całkiem podobała, czytało mi się dobrze, ale ja widziałam wcześniej rozczarowanie niektórych i byłam nastawiona na coś takiego. I książka okazała się lepsza, niż myślałam.
Nie mów kobiecie, że jest piękna. Powiedz jej, że nie ma takiej drugiej jak ona, a otworzą ci się wszystkie drzwi.
Jules Renard

Obrazek
Awatar użytkownika
Elektra
Wielki AQ
 
Posty: 1280
Rejestracja: 08 lipca 2005, 23:46 - pt
Lokalizacja: z Gdyni

Postautor: Kalriem » 27 sierpnia 2007, 23:46 - pn

Elektra pisze:
Kalriem pisze:No normalnie szok jak to przeczytałam, Tigano. Kay to taki dobry pisarz a tak się opuścił? Może to tylko wypadek przy pracy?
Chociaż nie powiem, chętnie bym przeczytała sama, aby się przekonać czy to naprawdę taki gniot, jak piszesz.

To nie jest wypadek przy pracy. To jest po prostu inny rodzaj literatury. Po prostu mało w tej książce Kaya. Nie ma tego, co tak urzekło czytelników w jego wcześniejszych powieściach. Przede wszystkim nie ma aż tylu emocji. Ja się prawie nie wzruszyłam czytając Ysabel, a ja się łatwo wzruszam przy książkach. ;)

Czyli mam rozumieć że Kay "bawi" się i szuka nowego stylu pisania? Bo ciężko uwierzyć, żeby Kay tak łatwo zrezygnował z czegoś, co mu niejakie zyski przynosiło.

To nie jest zła książka. Ona jest po prostu bardzo inna od wcześniejszych. No i przez to, że głównymi bohaterami jest dwójka piętnastolatków, ciężko stwierdzić, dla kogo ona naprawdę jest skierowana.

I to może być gwoździem do trumny :)

Mnie się całkiem podobała, czytało mi się dobrze, ale ja widziałam wcześniej rozczarowanie niektórych i byłam nastawiona na coś takiego. I książka okazała się lepsza, niż myślałam.

No to tak jak z ostatnim Shrekiem. Nie nastawiać się na dobrą książkę. Troche to jest złe myślenie, bo właśnie po kolejnych książkach powinno się jakoś podnosić poprzeczkę dla autora.


Jeśli ktoś to napisał wcześniej to trudno, nie czytałam całego wątku, bo nie chciałam czytać spoilerów.
Awatar użytkownika
Kalriem
Moderator
 
Posty: 2289
Rejestracja: 04 lipca 2005, 23:46 - pn

Postautor: _Morgiana » 27 sierpnia 2007, 23:46 - pn

Elektra pisze:Mnie się całkiem podobała, czytało mi się dobrze, ale ja widziałam wcześniej rozczarowanie niektórych i byłam nastawiona na coś takiego. I książka okazała się lepsza, niż myślałam.


Bo czytało się dobrze. Książka jest nie tylko krótsza od poprzednich, ale też łatwiejsza w odbiorze. Trochę przypomina mi książki, które czytałam parę lat temu. Takie fantasy dla dzieci.


Elektra pisze:To nie jest wypadek przy pracy. To jest po prostu inny rodzaj literatury. Po prostu mało w tej książce Kaya. Nie ma tego, co tak urzekło czytelników w jego wcześniejszych powieściach. Przede wszystkim nie ma aż tylu emocji. Ja się prawie nie wzruszyłam czytając Ysabel, a ja się łatwo wzruszam przy książkach. ;)



Mi było trochę smutno, kiedy czytałam zakończenie. Ale nic poza tym. Jestem bardzo rozczarowana.
Awatar użytkownika
_Morgiana
Pisarczyk
 
Posty: 58
Rejestracja: 10 lipca 2007, 23:46 - wt

Postautor: Metzli » 27 sierpnia 2007, 23:46 - pn

_Morgiana pisze:Mi było trochę smutno, kiedy czytałam zakończenie. Ale nic poza tym. Jestem bardzo rozczarowana.


Też byłam rozczarowana po przeczytaniu ;) Pamiętam, że najpierw poczułam pierwszy zawód jak zobaczyłam, że ta książka jest taka cienka, a później był kolejny zawód jak już przeczytałam "Ysabel" do końca. Ale według mnie zakończenie jest zbyt szczęśliwe ;) I ci bohaterowie jacyś tacy nijacy... o.o
Awatar użytkownika
Metzli
Skryba
 
Posty: 129
Rejestracja: 03 stycznia 2007, 23:46 - śr
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Czarna Mamba-san » 27 sierpnia 2007, 23:46 - pn

A ja, czytając wasze opinie na temat książki stwierdziłam, że sobie daruje.
Nie chcę sobie psuć opinii o Kayu ... Wystarczy mi jedna bardzo słaba książka w jego wykonaniu, mianowicie "Ostatnie promienie..."
Ludzi można podzielić na dwa rodzaje; tych, którzy są wytworem świata, w którym żyją, i tych którzy są wytworem samych siebie, którzy choć świata nie zmienili, nie dali się zmienić światu. Oni chodzą po świecie a nie świat po nich.
Stachura "Oto"
Awatar użytkownika
Czarna Mamba-san
Pisarczyk
 
Posty: 97
Rejestracja: 03 lipca 2005, 23:46 - ndz
Lokalizacja: Oz

Postautor: Kalriem » 27 sierpnia 2007, 23:46 - pn

Też stwierdziłam że na razie nie tknę Ysabel. Ogólnie wasze słowa nie zachęcają nawet do wypożyczenia...


[EDIT]:
A ja dostanę książkę od ASX76 Obrazek Ale fajnie Obrazek
Awatar użytkownika
Kalriem
Moderator
 
Posty: 2289
Rejestracja: 04 lipca 2005, 23:46 - pn

Postautor: Vanth » 16 września 2007, 23:46 - ndz

Przeczytałam Isobel - i mam bardzo mieszane uczucia. Próbowałam je jskoś usystematyzować - i wyszła mi bardzo osobista i emocjonalna pseudo - recenzja z duża ilością spojlerów - za c z góry przepraszam.

W końcu dojrzałam do tej lektury, odezwało sie we mnie we mnie pragnienie poznania, pomimo pewnych obaw odnośnie tego, co kryje sie pomiędzy okładkami, nieśmiałości ogarniającej mnie na myśl o wkroczeniu do wykreowanego przez mego ukochanego pisarza świata. Do takich "specjalnych" książek podchodzę w sposób wręcz rytualny - zapewniając sobie uprzednio idealne warunki - wyłączając telefon, by nic mi nie przeszkodziło, wybierając porę, gdy wiem, że żadne odgłosy zza okna, czy zza ścian nie rozproszą mojej uwagi, przyjmując ulubioną pozycje na fotelu, przed prawie nabożnym otworzeniem książki przesuwam opuszkami palców po okładce, grzbiecie, zapoznając się z fakturą, gdy wyostrza sie percepcja, potem wdycham zapach - tą specyficzna mieszankę woni papieru, tuszu drukarskiego i czegoś jeszcze, nieuchwytnego, lecz kojarzącego się z wyrafinowana przyjemnością. Szelest odwracanych stron, wzrok spoczywający na pierwszym zdaniu... i odpływam , odcinam sie od rzeczywistości, przenoszę w rejony tylko mi dostępne.

Kolejne przeczytane kartki, rozdziały - i narastające rozczarowanie. Poczucie zawody, braku tej kayowskiej magii, nie zdarzyło sie to, co zawsze mnie spotykało gdy zgłębiałam jego dzieła, gdy dawałam sie porwać nurtowi kunsztownie splecionych słów, tych niezwykłych zdań, których brzmienie, gdy wypowiadałam je szeptem, niczym zaklęcie sprawiało, że krew szybciej płynęła w żyłach, że zapierało mi dech w zachwycie i podziwie nad maestrią, mocą, którą ten pisarz włada. Gdyż jest to granicząca z nadprzyrodzonymi właściwościami umiejętność - tak oczarować czytelnika, ze zapomina on o wszystkim, że jest tylko - książka. A nawet coś więcej - droga prowadząca do głęboko ukrytych pokładów własnej świadomości, wędrując którą, poprzez odczuwane emocje, głęboko przeżywając wykreowany świat, wręcz - jednocząc sie z nim - zaczyna sie inaczej postrzegać wiele spraw. Jeden wers, pojedyncze zdanie - niczym objawienie. Tym razem - miałam wrażenie, że poprowadziła mnie ścieżka wiodąca na manowce...

Nie, to nie jest zła książka. Gdyby wyszła spod pióra innego autora - uznałabym ją wręcz za świetną. Ale Kay przyzwyczaił mnie do prozy najwyższych lotów - i wszystko, co jest choćby o włos słabsze od wcześniejszych jego dzieł, negatywnie zaskakuje. Zwłaszcza, że juz od dawna było o "Ysobel" głośno, podkreślano, ze to nowy, świeży nurt w jego twórczości, że - rzecz rewelacyjna, recenzenci rozpływali się w zachwytach. Połączenie świata współczesnego z pradawnymi celtyckimi wierzeniami mało stworzyć koktajl o niezwykłej mocy. Wśród znawców alkoholu panuje przekonanie, że pewnych trunków nie należy mieszać, gdyż efektem tego działania będzie napój o miernych walorach smakowych, a jeśli juz się tego podejmie, trzeba by zachować odpowiednie proporcje. Ta zasada ma pewne przełożenie i w literaturze - a Kay tym razem chyba nie potrafił jej w pełni zastosować. Wszak miał już pewne doświadczenie w "miksowaniu" reali, przecież jego pierwsza powieść - 'Fionowarski Gobelin" opisywała właśnie przenikanie się dwóch rzeczywistości - tej codziennej, znanej wszystkim, i jedynego prawdziwego świata, prapoczątku wszystkiego - Fionowaru. Lecz to, co działo się we współczesnych realiach było jedynie wstępem, elementem koniecznym, ale marginalnym - i większość akcji działa się w krainie pełnej magii, tajemnic, pradawnych mocy. Tym razem odwrócił proporcje każąc swym bohaterom przemierzać dzisiejszą Prowansję, w której jedynie na chile otworzyły sie wrota do przeszłości, przez które przedziera sie potężne, odwieczne siły.

Najbardziej przeszkadzał mi główny bohater - Nat. Przywykłam do tego, że kayowskie postacie są niezwykle złożonymi osobowościami, fascynującymi, dojrzałymi, odnajdywałam w nich cechy, które najbardziej cenię, utożsamiałam się z niektórymi, inne - stawały sie dla mnie niedoścignionymi wzorami. Darzyłam je głębokim uczuciem - jak moją ukochaną Dianorę. Tutaj - wszystko dzieje się widziane oczyma piętnastoletniego chłopaka - początkowo aż do bólu zwyczajnego, choć, w miarę rozwoju akcji ewoluuje, jakby wydarzenia, których doświadcza były dla niego swoistym rytuałem przejścia, gdy odkrywa w sobie umiejętności, które go jednocześnie przerażają i pociągają, powoli uczy sie je kontrolować, kiedy okazuje sie, ze to wszystko, co sie dzieje jest ściśle powiązane z historią jego rodziny, której korzenie sięgają w odległą, mitologiczna prawie przeszłość. Lecz - pomimo tych przemian - to ciągle nastolatek, posługujący się charakterystycznym dla młodzieży językiem, bardzo mi zgrzytały te wszystkie 'wporzo" i inne slangowe zwroty; z bardzo jeszcze dziecinnym podejściem do niektórych spraw - jego rozmowy z także wplątana w wydarzenia koleżanką - momentami wydawały mi sie sztuczne, choć może wynika to z faktu, ze nie byłam nigdy chłopakiem w okresie dojrzewania, walczącym z burzą hormonalna, kiedy stosunek do płci przeciwnej z gwałtownej niechęci zmienia sie w zainteresowanie, prawie na granicy pożądania, krepujące i onieśmielające. Możliwe, że raziła mnie postawa Kate, bo nigdy się tak w stosunku do kolegów nie zachowywałam, żadnego "niewinnego" uwodzenia. Owszem, rozumiem fragment, gdy w noc Beltaine pod wpływem magii, zaczyna postępować jak kusicielka, lecz codzienne aluzje, zarówno w słowach, zachowaniu, jak i ubieraniu się - może to normalne i jedynie mój brak doświadczenia uniemożliwia mi tego zaakceptowanie. Za dużo tych rozmów, zbyt mi to przypomina literaturę młodzieżową, którą poznawałam w wieku nastu lat. Skupienie sie na dwójce nastolatków zastanawia, wątpię, żeby autor miał na celu poszerzenia grona czytelników, obniżenia granicy wieku tych, którzy poznają jego książki - ale momentami wrażenie takie jest nieodparte. Bohaterowie dorośli - nie mają tej "głębi" będącej dotychczas znakiem firmowym Kaya. Owszem, interesujący, owszem, nawet sympatyczni, lecz czegoś im brakuje, tej nie dającej sie opisać cechy, która sprawia, że człowiek czuje się z nimi związany, ze ich sylwetki zostają odciśnięte w myślach, wielokrotnie powracają, stają się - bliskie. Rodzina Nata, współpracownicy jego ojca - fotografa, który przybył do Prowansji by zilustrować książkę poświęcona historii tego regionu, nawet postacie o dużym potencjale - bohaterowie zaczerpnięci z Fionowarskiego Gobelinu (Kay, jak w każdej swojej książce nawiązuje w jakiś sposób do swej debiutanckiej powieści, tym razem te wtręty są bardzo silne, chyba chciał, by była ona czymś w rodzaju kontynuacji, takie "W dwadzieścia lat później") nie zostali - według mnie - do końca wykorzystani.. Może dlatego, ze wszystko dzieje sie zbyt szybko - w ciągu kilku dni, w tak krótkim czasie trudno poznać w pełni czyjś osobowość. Lecz do tej pory potrafił w kilku słowach nakreślić bardzo skomplikowane charaktery. Trochę więc to dla mnie niezrozumiałe.


Trójka mitycznych postaci. Troje zaplątanych w pętlę czasu ludzi, połączonych ze sobą miłością i nienawiścią. Tytułowa Ysobel i dwóch mężczyzn - jej kochanków, rywali, zażartych wrogów, od zarania, od chwili, gdy greckie łodzie przybiły do lesistych brzegów późniejszej Galii, gdy założono pierwszą na tych terenach kolonię. Celt i Grek. Celt i Rzymianin. W każdym kolejnym wcieleniu walczący o względy kobiety, która miłując ich obu, jednocześnie ich rani i w jakiś sposób wykorzystuje. Potężna więź, magia, coś, co sprawia, ze odradzają sie w różnych epokach - i znów rozpoczyna sie poszukiwanie, a który pierwszy ja odnajdzie - ten dozna chwilowego spełnienia. Wyścig, walka, krwawa ofiara, pierwotne, te najbardziej instynktowne emocje. Tęsknota. Potrzeba silniejsza od śmierci. Lecz i oni - niestety - nie zostali odpowiednio potraktowani, nie tak, jak można było ich przedstawić. Niesamowita historia, opisana trochę zbyt powierzchownie. Cień retrospekcji - zbyt mało, by wczuć sie w klimat, za skąpo dawkowane informacje, choć, muszę przyznać, że są momenty, kiedy ich "czuję", gdy autor pozwolił być im bardzo realnymi. Dlaczego Ysobel tak przyciąga? Co w tej kobiecie sprawia, że dwóch wojowników jest w stanie uczynić wszystko, by ją zdobyć? Czym ich opętała? Jedynie przebłyski, zapowiedź tego, kim jest, jaka jest - zabrakło silniejszego, bardziej przekonującego opisu tej postaci. Podobnie jest w przypadku Phelana i Cadella. Dopiero w praktycznie ostatniej scenie, gdy część tajemnic sie wyjaśnia, gdy zapadają decyzje, które sprawią, że odwieczny krąg zostanie przerwany - staja sie intensywni, zyskują głębię, jakby na ten krótki moment Kay odzyskał swój dar.

Chwile, które zapadają w pamięć, sprawiają, że czas staje, traci sie na mgnienie oka oddech, jakby odkrywając bramę do innego świata, wywołujące wzruszenie, wyciskające łzy - tym razem jest ich żałośnie mało. Podobnie, jak zdań, tak charakterystycznych dla prozy tego autora - prostych, lecz jednocześnie niezwykle skomplikowanych, w których zawiera sie cały wszechświat, głęboko filozoficznych, które stają sie ulubionymi cytatami. Lękam się, że to dowód na wypalenie sie autora, wyczerpanie pewnej formuły, ze jego wykreowane światy, swoista "magiczna historia alternatywna" straciły swą moc. A może szuka tam, gdzie nie powinien,. Może - skoro osiągnął mistrzostwo w bardzo ściśle sprecyzowanej formie literackiej - nie powinien szukać nowych dróg? A raczej - możliwe, że te poszukiwania poszły w nieodpowiednim kierunku.

Najbardziej dla mnie znaczącym dowodem spadku formy Kaya jest fakt, że nie było to pełne się zanurzenie takie bez reszty angażujące, kiedy nic sie innego nie liczy, gdy istnieje tylko książka. Kiedy musiałam przerywać kilkakrotnie, z powodu narastającego zawodu, gdy po kolejnych przeczytanych stronach nadzieja, ze nagle nastąpi przełom i książka stanie sie taka, jak sobie wyobrażałam, jak tego pragnęłam coraz bardziej malała. I, zrobiwszy sobie kolejny kubek herbaty, wracałam do lektury, ignorując natrętny głosik, powtarzający, że dalej nie będzie lepiej - i tak było az do końca. Odłożywszy "Ysobel" na półkę - miałam świadomość, że długo do niej nie wrócę - jeśli wrócę kiedykolwiek. A przecież do tej pory dotarcie do ostatniej strony dzieł mojego ulubionego autora wiązało sie z chęcią rozpoczęcia czytania na nowo, może nie od razu, ale na pewno po kilku dniach, lub tygodniach.
Awatar użytkownika
Vanth
Czytacz
 
Posty: 39
Rejestracja: 13 stycznia 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Kraków

Postautor: Tigana » 16 września 2007, 23:46 - ndz

Vanth - nie wiem czym się zajmujeszw "realu", ale podejrzewam, że marnujesz swój talent. Świetna i bardzo wnikliwa analiza "Ysabel" - czapki z głów.
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: _Morgiana » 16 września 2007, 23:46 - ndz

Zgadzam się. A odnośnie slangu, to trudno powiedzieć, czyja to wina, Kaya czy może tłumacza, ale za każdym razem gdy czytałam "w porzo" i tym podobne wyrażenia, zgrzytałam zębami. Takie "ozdobniki" nie tylko skutecznie psują klimat, ale też nikt ich już nie używa.
Z całej książki najbardziej zapadły mi w pamięć dwie sceny, noc Beltaine i ta z przedostatniego (?) rozdziału, kiedy dochodzi do spotkania i wychodzą na światło dzienne pewne fakty. Wtedy Kay jest już wyraźniej odczuwalny, ale wciąż wszystko to wypada bardzo blado.
Awatar użytkownika
_Morgiana
Pisarczyk
 
Posty: 58
Rejestracja: 10 lipca 2007, 23:46 - wt

Postautor: Tigana » 16 września 2007, 23:46 - ndz

Odnośnie tłumacza, a raczej tłumaczki pani Agnieszki Sylwanowicz - do tej pory nie zawodziła, więc może wina tkwi po stronie autora ? Tutaj, najlepiej, musiałby się wypowiedzieć ktoś kto czytał w oryginale.
Ostatnio zmieniony 16 września 2007, 23:46 - ndz przez Tigana, łącznie zmieniany 1 raz
Obrazek
Awatar użytkownika
Tigana
Samuraj Jack
 
Posty: 2541
Rejestracja: 03 listopada 2005, 23:46 - czw
Lokalizacja: z Krainy Deszczowców

Postautor: Spriggana » 16 września 2007, 23:46 - ndz

Tigana pisze:Odnośnie tłumaczza, a raczej tłumaczki pani Agnieszki Sylwanowicz - do tej pory nie zawodziła, więc może wina tkwi po stronie autora ? Tutaj, najlepiej, musiałby się wypowiedzieć ktoś kto czytał w oryginale.
Z tym nie zawodzeniem to róznie bywa. W jej przekładach denerwuje mnie spolszczanie imion/nazw tak jakoś w kratkę, bez widocznej logiki tym kierującej. Np. w "Lwach Al-Rassanu" jest Dżehana bet Iszak (oryg. Jehane bet Ishak), Jest Bachiara (oryg. Batiara) ale Cartada i Valleda została bez zmian. Tudzież tłumaczenie 'flask' na 'flaszkę' też mnie pogryzło w oczy...
Obrazek
Awatar użytkownika
Spriggana
Jeszcze nienarodzony
 
Posty: 367
Rejestracja: 01 lipca 2005, 23:46 - pt
Lokalizacja: Kraków

Postautor: niepco » 21 września 2007, 23:46 - pt

Tigana pisze:Vanth - nie wiem czym się zajmujeszw "realu", ale podejrzewam, że marnujesz swój talent. Świetna i bardzo wnikliwa analiza "Ysabel" - czapki z głów.




Racja. Ta recenzja jest lepsza od samej książki, która - powiedzmy to sobie szczerze - jest po prostu gniotem.
I'm not singing for the future
I'm not dreaming of the past
I'm not talking of the first time
I never think about the last

Shane MacGowan
Awatar użytkownika
niepco
Cthulhu
 
Posty: 506
Rejestracja: 01 lipca 2005, 23:46 - pt
Lokalizacja: Antiquitatis Genus Crosniensis

Postautor: Kalriem » 28 października 2007, 23:46 - ndz

niepco pisze:
Tigana pisze:Vanth - nie wiem czym się zajmujeszw "realu", ale podejrzewam, że marnujesz swój talent. Świetna i bardzo wnikliwa analiza "Ysabel" - czapki z głów.

Racja. Ta recenzja jest lepsza od samej książki, która - powiedzmy to sobie szczerze - jest po prostu gniotem.

Chyba przesadzasz. Ja dopiero teraz zaczęłam czytać ten "gniot" i bardzo mi się podoba. To Kay w pełnej krasie i może dla was ma jakiś tam spadek formy, ale dla mnie już nie. Czytając "Ysabel" nachodzą mnie skojarzenia o wiccanach. Poza tym, ogólnie ma klimat "kay'owski", po trosze wprowadza w historię i pomimo moich obaw co do toczenia się historii w XXI wieku, to Kay jak zwykle świetnie się spisał.
Nie wiem co mogłabym jeszcze napisać - nie umiem tak ładnie pisać jak inni, ale mi się książka bardzo podoba.
Awatar użytkownika
Kalriem
Moderator
 
Posty: 2289
Rejestracja: 04 lipca 2005, 23:46 - pn

Postautor: Raven » 15 marca 2008, 23:46 - sob

Właśnie skończyłem "Ysabel". Mam z nią jeszcze chyba jeszcze większy problem niż z "Ostatnimi promieniami słońca". Zastrzelcie mnie ale uważam że "Ysabel" to wcale nie jest zła powieść. Wygląda mi to na dość karkołomny zabieg połączenia pierwiastków nowoczesności z przeszłością, jej ciężarem i przygniatającym nagromadzeniem się wieków pod postacią smutnej historii (a jakże inaczej) która wydarzyła się 2600 lat temu, a której skutki trwają do dziś i wciągają w to pewną rodzinę przyjeżdżającą do wynajętej willi we Francji. Z początku miałem mieszane uczucia, że to jakby nie Kay, że to jakby powieść dla młodzieży. Rzeczywiście, akcja rozwija się dość niekonwencjonalnie jak na tego autora - można rzec że banalnie, że to takie trochę "Wakacje z Duchami". Ale ze strony na stronę wszystko się zaczyna ładnie zazębiać i charakterystyczny styl Kaya wybucha nieoczekiwanie. Siłą Kaya w "Ostatnich..." i także tu w "Ysabel" są niedopowiedzenia, ulotne emocje - przecież para Cadell, Phelan i Ysabel, ich historia, ich nienawiść (a właściwie jednak miłość, którą uzmysławiają sobie chyba dopiero przy rozpadlinie), towarzyszące im emocje są cudowne. To w końcu też historia o tym że żadna opowieść nie toczy się w oderwaniu od innych, przenikają się i zazębiają w mniejszy bądź większy sposób. Myślę że zamysł autora znowu nie został zrozumiany - stworzył powieść młodzieżową, którą może czytać ktoś na początku przygody z książkami jak i czytelnik dojrzalszy, który wypełni wszelkie luki, Kay misternie nakreślił tylko rusztowanie, reszty trzeba dokonać samemu. W moim przekonaniu eksperyment się udał.

I tu słówko do malkontentów - to trochę tak jak w muzyce - są ludzie którzy chcą od swojego zespołu by grali wciąż tą samą płytę i na każdy eksperyment plują na muzyków odsądzając ich od czci i wiary, ale nawet płyta wybitna nagrana po raz 10 to tylko gniot. Cóż ja wolę eksperymenty bo nie ma nic gorszego niż jak się ma jedną płytę danej grupy to tak jakby się miało wszystkie.
Awatar użytkownika
Raven
Przechodzień
 
Posty: 4
Rejestracja: 15 marca 2008, 23:46 - sob
Lokalizacja: Kraków

Poprzednia

Wróć do Guy Gavriel Kay

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość