10 tom - The Crippled God // Okaleczony Bog

Moderatorzy: Nightchill, Dhuaine, Andrzej Miszkurka, Kalriem

Postautor: Zeb » 11 lipca 2012, 23:46 - śr

Przeczytałem 10 tom wreszcie, ale szczerze mówiąc, nie powiem, żeby mnie zachwycił. Pomieszanie z poplątaniem. Cały czas miałem wrażenie, że kolejne postacie pojawiające się w książce są tylko po to żeby pokazać z jak zajebistymi wymiataczami mamy do czynienia. UWAGA SPOJLERY Walka z Liosan na Brzegu, niby po co? Żeby nie wpuścić smoków? W tym samym czasie w innym miejscu wleciało kilkaset i świat się nie zawalił. Wyprawa Łowców Kości przez pustynię. Nie można było wbić tego miecza gdzie indziej? Ten latawiec i tak doniósłby tam serce Okaleczonego, a nie musieliby się bić z Assailami. Fenera rozumiem zabito po to żeby wskrzesić Hetan i przywrócić kolejny raz do świata żywych Onosa. Innego powodu nie widzę. Ja wiem, że znowu wszystko podciągamy pod wielkie spotkanie Ascendentów, moc przyciąga moc i takie tam dalej bla bla bla. Jedyny sens miała bitwa pod Wieżycą, ale równie dobrze tam można było dodatkowo wysłać Tavore, a odnoszę wrażenie, że Erikson po doskonałych recenzjach drugiego tomu stwierdził, że na pewno po raz kolejny wszystkim spodoba się zdychanie na pustyni, tym razem z braku wody.
Nie wiem może po prostu nie wyłapałem jakiś wątków, poprosze o jakieś sprostowania w razie czego. Druga rzecz, to te wszystkie pseudo poematy na początku każdego rozdziału. Może mnie ktoś oświecić, co to wnosi do całości? Po kolejnym bredzeniu, w wykonaniu juz nie wiem kogo, odpuściłem sobie wogóle czytanie tych wynurzeń.
Tak sobie myślę, że gdyby wszyscy ludzie byli braćmi to by nie było sióstr
Awatar użytkownika
Zeb
Bezimenny
 
Posty: 964
Rejestracja: 06 lipca 2005, 23:46 - śr
Lokalizacja: wieś zabita dechami

Postautor: Janusz S. » 11 lipca 2012, 23:46 - śr

Uprzedzam, że piszę z pamięci, więc pewne moje stwierdzenia mogą się okazać nie całkiem zgodne z rzeczywistością.
Zeb pisze:Pomieszanie z poplątaniem.

Trochę tak. Ale jak inaczej chciałbyś posplatać wątki z tylu tomów. Moim zdaniem wyszło lepiej niż można by się obawiać.
Zeb pisze: Cały czas miałem wrażenie, że kolejne postacie pojawiające się w książce są tylko po to żeby pokazać z jak zajebistymi wymiataczami mamy do czynienia.

To ciekawa koncepcja zważywszy, że większość wspomnianych "wymiataczy" w książce ginie.
Zeb pisze: UWAGA SPOJLERY Walka z Liosan na Brzegu, niby po co? Żeby nie wpuścić smoków? W tym samym czasie w innym miejscu wleciało kilkaset i świat się nie zawalił.

O ile pamiętam ich rola jest dokładnie w książce opisana i nie miało to nic wspólnego ze smokami. Chyba w rozmowie Szybkiego z Ganoesem.
Zeb pisze:Wyprawa Łowców Kości przez pustynię. Nie można było wbić tego miecza gdzie indziej? Ten latawiec i tak doniósłby tam serce Okaleczonego, a nie musieliby się bić z Assailami.
Nie wydaje mi się, żeby oni dlatego szli przez pustynię, że tuż za nią znajdowało się najlepsze wzgórze. Alternatywne wyjaśnienia (SPOILERY): szli tam gdzie mogli przyciągnąć Korabas, szli tam gdzie mogło zmaterializować się ciało Okaleczonego, szli tam gdzie odbyło się ostatnie Przykucie. Pewnie jeszcze parę bym wymyślił.
Zeb pisze: Fenera rozumiem zabito po to żeby wskrzesić Hetan i przywrócić kolejny raz do świata żywych Onosa. Innego powodu nie widzę. Ja wiem, że znowu wszystko podciągamy pod wielkie spotkanie Ascendentów, moc przyciąga moc i takie tam dalej bla bla bla.
Chyba celowo banalizujesz. (SPOILERY) Fener zginął jak wszyscy bogowie wojny. Było ku temu sporo powodów. Jego krew uzdrowiła nie tylko Hetan, ale np. też serce Okaleczonego. Czy była niezbędna możemy sie pospierać.
Zeb pisze: Druga rzecz, to te wszystkie pseudo poematy na początku każdego rozdziału. Może mnie ktoś oświecić, co to wnosi do całości? Po kolejnym bredzeniu, w wykonaniu juz nie wiem kogo, odpuściłem sobie wogóle czytanie tych wynurzeń.
No tu się w całości zgadzamy. Też wymiękłem i opuszczałem co bardziej sążniste. A jeśli czytałeś preludium do FoD to tam poeci zaczynają być nawet głównymi bohaterami i narratorami. To dopiero może być katastrofa.
Janusz S.
 

Postautor: Zeb » 12 lipca 2012, 23:46 - czw

No i właśnie o coś takiego mi chodziło. Z częścią wypowiedzi się zgadzam, z częścią niekoniecznie, ale upał nie pozwala mi spędzać kolejnych godzin na poszukiwaniu odpowiedzi na moje pytania. Tak czy inaczej, zachwycony nie jestem, ale rzeczywiście mogło być gorzej.
Tak sobie myślę, że gdyby wszyscy ludzie byli braćmi to by nie było sióstr
Awatar użytkownika
Zeb
Bezimenny
 
Posty: 964
Rejestracja: 06 lipca 2005, 23:46 - śr
Lokalizacja: wieś zabita dechami

Postautor: Yath » 12 lipca 2012, 23:46 - czw

@Zeb pisze:
Przeczytałem 10 tom wreszcie, ale szczerze mówiąc, nie powiem, żeby mnie zachwycił. Pomieszanie z poplątaniem.

Obserwując współczesne wydarzenia też — dość często — trudno doszukać się logiki, rozsądku i racjonalizmu. Dlaczego świat MKP miałby być inny :wink:
Nie można było wbić tego miecza gdzie indziej?

Wydarzenia wymuszają reakcję lub prowokują odpowiedzi, ewentualnie są katalizatorami wpływającymi na rozwój sytuacji. Miecz "wbity gdzie indziej", wywołałby inny ciąg przyczynowo-skutkowy.

To było tylko — bardzo luźne — nawiązanie do twojej wypowiedzi i absolutnie nie znaczy, iż nie miałeś racji pisząc to, co napisałeś :D

@Zeb pisze:
Druga rzecz, to te wszystkie pseudo poematy na początku każdego rozdziału. Może mnie ktoś oświecić, co to wnosi do całości? Po kolejnym bredzeniu, w wykonaniu juz nie wiem kogo, odpuściłem sobie wogóle czytanie tych wynurzeń.

Ja też je opuszczałem, lecz dajmy szanse innym :)
Żadna historia nie ma początku i końca. Początki i końce można wymyślić, by służyły jakiemuś celowi, chwilowym, ulotnym zamiarom, lecz ze swej fundamentalnej natury są czymś arbitralnym i istnieją wyłącznie jako wygodna konstrukcja ludzkiego umysłu.
Yath
Bezimenny
 
Posty: 892
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw
Lokalizacja: Glimmer Faith

Postautor: utrivv » 12 lipca 2012, 23:46 - czw

Zeb pisze:UWAGA SPOJLERY Walka z Liosan na Brzegu, niby po co? Żeby nie wpuścić smoków? W tym samym czasie w innym miejscu wleciało kilkaset i świat się nie zawalił.

Co do smoków - wiemy już że naprawdę groźne są tylko w małej grupie, w większej wpadają w szał (więc nie knują intryg) ale z drugiej strony wystarczy dobrze wycelowany pocisk morantów by takiego smoczka pokonać :)
Co by to było gdyby Liosan przeszli do świata? Nawet gdyby nie byli w sojuszu z pewną niemiła rasą nastąpiłaby powtórka z wejścia Andii (analogiczna sytuacja - kilka jednopochwyconych smoków i settysięcy Tiste zniszczyło cywilizacje K'chain z jej latającymi twierdzami i gdyby przypadkiem nie wpadli na Gothosa kto wie co by było.
Idę ulicą patrzę stoją, stoją nikogo się nie boją, 8 ich było.
A miałem nóż więc myślę cóż, nie dam się wziąć jak jakiś tchórz.
Awatar użytkownika
utrivv
Cthulhu
 
Posty: 502
Rejestracja: 11 lipca 2008, 23:46 - pt
Lokalizacja: City_17

Postautor: Rusłan » 12 lipca 2012, 23:46 - czw

Jako miłośnik Eriksona polecam jedno - wyłączcie myślenie. Im dalej, tym więcej wydarzeń nie mających logicznego wytłumaczenia.
Awatar użytkownika
Rusłan
Bezimenny
 
Posty: 757
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: Rekrut » 24 lipca 2012, 23:46 - wt

Ta kamienica z trupami była w Capustanie, a nie w Koralu.

A tak ogólnie po lekturze wszystkich wypowiedzi można chyba podsumować, że:
1. zdecydowana większość czytelników jest nieco rozczarowana 10 tomem
2. wszyscy- chyba- mają dość poematów na zaczynających kolejne rozdziały
Rekrut
Czytacz
 
Posty: 21
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: G'burn » 28 lipca 2012, 23:46 - sob

Ja rozczarowany nie jestem. :)
... ale możliwe, że kłamię...
Awatar użytkownika
G'burn
Pisarczyk
 
Posty: 85
Rejestracja: 22 stycznia 2006, 23:46 - ndz
Lokalizacja: Cho-jazz

Postautor: Rekrut » 12 sierpnia 2012, 23:46 - ndz

Właśne skończyłem czytać OB po raz drugi. Muszę przyznać, że nawet podobało mi się bardziej niż za pierwszym razem. Nadal co prawda mam parę krytycznych uwag, ale czytało się bardzo przyjemnie.

Czytając zwróciłem uwagę na pewien fragment, który mi umknął za pierwszym razem i może ktoś z Was ma jakiś pomysł o co w nim chodzi. Mianowicie na początku 2 tomu jest scena rozmowy Kaptura z Shurq Elalle, gdzie wymienia on sojuszników Tronu Cienia. Mieli to być "Syn Ciemności", "Wielki wódz Śpiącej Bogini" oraz "Kamienny Wojownik". I właśnie kim jest ten trzeci?
Rekrut
Czytacz
 
Posty: 21
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: Yath » 13 sierpnia 2012, 23:46 - pn

@Rekrut pisze:
...oraz "Kamienny Wojownik". I właśnie kim jest ten trzeci?

Uważam, że to Szara Grzywa, ponieważ jego miecz jest aspektowany przez D'riss, a grotę D'riss określa się jako Ścieżkę Kamienia.
Żadna historia nie ma początku i końca. Początki i końce można wymyślić, by służyły jakiemuś celowi, chwilowym, ulotnym zamiarom, lecz ze swej fundamentalnej natury są czymś arbitralnym i istnieją wyłącznie jako wygodna konstrukcja ludzkiego umysłu.
Yath
Bezimenny
 
Posty: 892
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw
Lokalizacja: Glimmer Faith

Postautor: Kalamos » 13 sierpnia 2012, 23:46 - pn

a może chodzi o Karsę? też miał obsydianowy miecz jeśli mnie pamięć nie myli
Kalamos
Przechodzień
 
Posty: 4
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

Postautor: Janusz S. » 13 sierpnia 2012, 23:46 - pn

Kamiennym Mieczem nazywano też Onosa Toolana...
Janusz S.
 

Postautor: Yath » 14 sierpnia 2012, 23:46 - wt

@Kalamos pisze:
a może chodzi o Karsę? też miał obsydianowy miecz jeśli mnie pamięć nie myli

Miecz Karsy był krzemienny.


@Janusz S pisze:
Kamiennym Mieczem nazywano też Onosa Toolana...

We fragmencie, o którym wspomina @Rekrut pisze, iż "Kamienny Wojownik" to:
ten, który stał naprzeciwko Caladana Brooda, zapewniając równowagę świata.

Nie wiem, czy Tool ma do tego kwalifikacje :wink:

Poniższy cytat chyba nie pozostawia wątpliwości:
– Korelrijczycy zaoferowali nagrodę za jego głowę. Malazańczycy również. Zdradził i jednych, i drugich. Zwą go Kamiennym Wojownikiem. Słyszałem, że jest wart beczułkę czarnych pereł.


Ostatnie notowania giełdowe nie wskazują, aby martwiaki (Tool) były warte aż beczułkę czarnych pereł :)
Ostatnio zmieniony 14 sierpnia 2012, 23:46 - wt przez Yath, łącznie zmieniany 1 raz
Żadna historia nie ma początku i końca. Początki i końce można wymyślić, by służyły jakiemuś celowi, chwilowym, ulotnym zamiarom, lecz ze swej fundamentalnej natury są czymś arbitralnym i istnieją wyłącznie jako wygodna konstrukcja ludzkiego umysłu.
Yath
Bezimenny
 
Posty: 892
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw
Lokalizacja: Glimmer Faith

Postautor: Himura » 14 sierpnia 2012, 23:46 - wt

Też ostatnio doczytałem w końcu "Okaleczonego Boga" i moje odczucia są dokładnie takie jak Zeba. Niestety ten cykl od "Łowców Kości" był z tomu na tom słabszy (a już "Przypływy nocy" tez były średnie tylko czytało się je lepiej od ostatnich tomów). Końcówka OB była momentami i ciekawa i wzruszająca ale pierwsze powiedzmy 600 stron to podobna droga przez mękę co Łowców kości przez pustynię
Dla mnie BDU i WL to książki prawie że wybitne, ale cały cykl już niestety nie (niemniej i tak zdecydowanie godzien polecenia).
“It has always seemed to me that my existence consisted purely and exclusively of nothing but the most outrageous nonsense.”
Awatar użytkownika
Himura
Tom Bombadil
 
Posty: 3788
Rejestracja: 16 listopada 2005, 23:46 - śr
Lokalizacja: Porando-kyowakoku

Postautor: Rekrut » 14 sierpnia 2012, 23:46 - wt

A więc Kamienny Wojownik to Szara Grzywa. Tylko co on ma do zapewniania równowagi świata? Taki opis sugeruje, że chodzi o kogoś Starożytnego, a Szara Grzywa jest chyba- wyjątkowo jak na MPK- zwykłym człowiekiem. Po drugie natomiast co z niego za sojusznik Tronu Cienia, skoro nie brał żadnego udziału w sprawie Okaleczonego Boga?
Rekrut
Czytacz
 
Posty: 21
Rejestracja: 01 stycznia 1970, 23:46 - czw

PoprzedniaNastępna

Wróć do Steven Erikson

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron