R. Scott Bakker

Piszcie o wszystkich których kochacie, cenicie, podziwiacie...

Moderatorzy: Nightchill, Dhuaine, Andrzej Miszkurka, Kalriem

Postautor: Adam1 » 08 lutego 2007, 23:46 - czw

ASX76: Dobra, nie będę się kłócić bo nie ma powodu moim zdaniem. :)

To tylko książka :)
Love is the difficult realization that something other than oneself is real.

Iris Murdoch (1919–1999), Irish-born British novelist.
Chicago Review "The Sublime and the Good" (1959).
Awatar użytkownika
Adam1
Wielki AQ
 
Posty: 1238
Rejestracja: 19 maja 2006, 23:46 - pt
Lokalizacja: Łódź

Postautor: Nightchill » 08 lutego 2007, 23:46 - czw

Adamie, już sam fakt, że właśnie pierwszą połowę książki uważasz za lepszą dowodzi, że chyba nigdy się nie dogadamy, co może być jedyną puentą tej dyskusji :D.
"Jakie jezioro, taka pani..."
Awatar użytkownika
Nightchill
Moderator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 13 sierpnia 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: z piwnicy

Postautor: Youkai » 01 marca 2007, 23:46 - czw

Dwa z wielu pytań po przeczytaniu 3 części:
spoiler pisze:Co się stało z Cniaurem? I kim tak naprawdę stał się Kellhus?
'You're gonna carry that weight'
'All that you achieve shall turn to dust in your hands'

Nikt nie mówił, że życie usłane jest różami.
Awatar użytkownika
Youkai
Cthulhu
 
Posty: 608
Rejestracja: 19 kwietnia 2006, 23:46 - śr

Postautor: Nightchill » 02 marca 2007, 23:46 - pt

Cinauir:
Dokonał swojej zemsty i w pierwszej chwili chciał się zabić, ale potem popatrzył na pseudo-Serwe i zrobiło mu się cieplej na sercu. To fakty, reszta to spekulacja. Może postanowi dorwać Kellhusa do kompletu i w tym celu sprzymierzy się z "ciemną stroną mocy", która to strona zapewni mu ciągle kolejne Serwe :P.


Kellhus:
Jest kimś więcej niż dunayinem. Tak stwierdził. Uwierzył, że został przepowiedziany. Czy to z niego robi prawdziwego proroka trudno powiedzieć. Bogowie zdaje się, że istnieją naprawdę w tym świecie. Synteza nazwał ich demonami.
Największą zagadką jest dla mnie cała rodzinna intryga. Syn zostaje wysłany, żeby zabić ojca, który zdradził swój zakon. Jednocześnie ojciec tegoż syna wzywa do siebie i najwyraźniej w innym celu, niż egzekucja. Syn przychodzi i zabija (poniekąd) ojca-zdrajcę, ale sam zdrajcą zostaje w jego miejsce. Okazuje się, że całym zajściu ogromny udział miał syn2, który do tego spotkania doprowadził, ogłaszając, bagatela, krucjatę. Przez kogo został w to wmątowany?
"Jakie jezioro, taka pani..."
Awatar użytkownika
Nightchill
Moderator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 13 sierpnia 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: z piwnicy

Postautor: Youkai » 05 marca 2007, 23:46 - pn

Akurat tu nie mam wątpliwości, że syn nr 2 wplątany w to został przez ojca, pomimo że ten był najwyraźniej rozczarowany możliwościami podążenia przez syna2 ścieżką Logosu (ale skoro nie przeszedł równie gruntownego treningu...).
Co do intrygi, nie miałem wrażenia, żeby to zakon zdecydował o wysłaniu Kellhusa, lecz właśnie jego ojciec. To był jedynie pretekst, jedyne co mogło ich zmusić do takiego kroku. Samo zachowanie Moenghusa przy "życiu", jako dar dla Cniaura...w poprzedniej części młody Anasurimbor zdążył udowodnić, że Scylvend jest dla niego kimś wyjątkowym (czy to przez tzw "złamanie"?).
A, i nie chcę nazywać Kellhusa prorokiem. Przepowiedź przepowiedzią, ludzie sami sprawiają, że staje się ona prawdą. Za to cały czas nie mogę rozgryźć sposobu, w jaki wplótł w Pieśń trzecią linię. Nie może pomieścić mi się w głowie, by dokonać tego bez rozdwojenia jaźni, bądź jakiejś dodatkowej pomocy...
'You're gonna carry that weight'
'All that you achieve shall turn to dust in your hands'

Nikt nie mówił, że życie usłane jest różami.
Awatar użytkownika
Youkai
Cthulhu
 
Posty: 608
Rejestracja: 19 kwietnia 2006, 23:46 - śr

Postautor: Aet a Chiarr » 05 marca 2007, 23:46 - pn

[color]
masturbujący się facet w namiocie w "Mroku..." - jakiż to powód miało jego pokazanie?

Ale w co się masturbował? W główny sztandar armijny. Czyli: wojna nie jako coś pięknego samo w sobie ale jako forma wyzwolenia najniższych instynktów, nie wiem jak treściwiej Bakker mógł to wyrazić... Całą sagę widzę zresztą jako opowieść o walce tego, co w ludziach wysokie, duchowe (symbolizowane przez Kellhusa) z tym, co niskie, cielesne (np. Inchoroi i wytwory ich tekne).
Sądzę, że Kellhus w pewnym sensie stał się Prorokiem poznając gnozę i mimo że nie uczestniczył w rytuale z Sercem Seswathy to i tak zaczął odbierać pewne echa Apokalipsy...
Czekam z niecierpliwością na rozwinięcie Kellhusa, na jakieś rysy na powierzchni tego niewinnego potwora.

I to jest właśnie rysa, powtórzył błąd swego ojca i przyjął moc... razem z jej ceną. A może ojciec tylko udawał słabość? Może to tylko kolejny etap Warunkowania synów, tylko po co...? Myśl mi nawet przez głowę przeszła iż Moenghus w transie prawdopodobieństwa zaplanował działania Kellhusa, obłęd Cnaiura i jego przejście na "ciemną stronę"...[color=white]
[/b]
Aet a Chiarr
Przechodzień
 
Posty: 1
Rejestracja: 05 marca 2007, 23:46 - pn

Postautor: Nightchill » 07 marca 2007, 23:46 - śr

SPOILERÓW CIĄG DALSZY
.
.
.
.

Kellhus został wysłany, żeby zabić tatka. Mówił to Cinaiurowi i potwierdził w rozmowie z tatusiem. Oczywiście nie wyklucza, to że został jednocześnie wezwany przez potencjalną ofiarę, bo wiemy, że został. Btw, było coś o tym, po co pierwotnie wysłano Moengusa?

W sumie zdziwiło mnie to, że Kellhus spełnił obietnicę i zostawił Moengusa dla Cinaiura. Nie za wiele stron wcześniej żałował, że go nie zabił.... heh, jak już to napisałam, to dotarło do mnie, że mógł chcieć sprowokować Scylvenda do samobójstwa. Chyba powinnam rozwiązywać wszelkie problemy na piśmie :P.

Z tym uwarunkowaniem, to śmieszna sprawa. Czy rozmowa obu Anasurimborów nie wydała się Wam pełna pakadoksów? Całe to Uwarunkowanie, żeby pozbyć się uwarunkowań...
.
.
.
.
KONIEC SPOILERÓW
"Jakie jezioro, taka pani..."
Awatar użytkownika
Nightchill
Moderator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 13 sierpnia 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: z piwnicy

Postautor: Youkai » 08 marca 2007, 23:46 - czw

Może za 3-cim razem się uda...:D
SPOILER




Nightchill pisze:Kellhus został wysłany, żeby zabić tatka. Mówił to Cinaiurowi i potwierdził w rozmowie z tatusiem. Oczywiście nie wyklucza, to że został jednocześnie wezwany przez potencjalną ofiarę, bo wiemy, że został. Btw, było coś o tym, po co pierwotnie wysłano Moengusa?

Z tego co pamiętam to:
- po pierwsze w 'Myśli...' Kellhus zwraca uwagę, że jego ojciec został wygnany
- po drugie w 'Mroku...' reakcja na zsyłane sny wygląda mniej więcej tak: "dłużej nie będziemy znosić tej profanacji". wątpię, żeby tyczyło się to tylko i wyłącznie przez Moenghusa
Także jak na razie jest dla mnie "zwykłym", dunyaińskim wyrzutkiem ;)
Nightchill pisze:Z tym uwarunkowaniem, to śmieszna sprawa. Czy rozmowa obu Anasurimborów nie wydała się Wam pełna pakadoksów? Całe to Uwarunkowanie, żeby pozbyć się uwarunkowań...

Tu musze przyznać, że niewiele paradoksów mi się przypomina. Może dlatego, że rozmowa była co chwila przerywana. W każdym razie inne pytanie: czy cały ten opis uwarunkowania nie pasuje do tzw. geniuszy? Rozwijanie pewnej gałęzi życia/wiedzy (aż do granic możliwości) przy jednoczesnym upośledzaniu innych. Czy Uwarunkowanie nie jest zwykłą zmianą hierarchii - najpierw to, co najważniejsze, później to, co ma jakikolwiek związek z danym zagadnieniem, a na końcu cała reszta, "śmieci", rzeczy określane jako niepotrzebne i wręcz wyrzucane z bilansu (a w najlepszym razie oznaczane jako 0)? Oczywiście niekoniecznie musi ona być prawidłowa w ostatecznym rozrachunku, lecz jako przyjmowana od samego początku, powinna być z konsekwencją realizowana...




KONIEC SPOILERA
'You're gonna carry that weight'
'All that you achieve shall turn to dust in your hands'

Nikt nie mówił, że życie usłane jest różami.
Awatar użytkownika
Youkai
Cthulhu
 
Posty: 608
Rejestracja: 19 kwietnia 2006, 23:46 - śr

Postautor: Nightchill » 11 marca 2007, 23:46 - ndz

SPOILERY w całym poscie.

Tak jak ja rozumiem Uwarunkowanie: 'banda mnichów z końca świata' postanowiła wyhodować nadludzi. Uznali, że wszystkie ludzkie uczucia instynkty, którymi jesteśmy warunkowani to słabości i postanowili wyprodukować osobników pozbawionych tych ułomności, a jednocześnie potrafiących bezbłędnie diagnozować takowe u innych osób - takie chodzące komputerki, pozbawione uczuć, moralności, sumienia, kierujące się jedynie logiką. Po może tysiącach lat selektywnej hodowli osiągneli coś bliskiego ideału (pewnie początkowe obiekty badawcze szybko popadały w obłęd ;)). Tyle, że człowiek nie komputer i musi mieć coś, dla czego będzie mu się chciało rano wstać z łóżka. Kellhus sięgając po władzę teoretycznie powinien kierować się Logosem, a nie ambicją, tak więc czyni to w jakimś celu. W jakim? Żeby ratować świat? A po co? Gdyby ktoś mnie poprosił, żebym uratowała świat, to mogła bym to zrobić, na przykład, z sentymentu do tego świata. Ale takie przywiązanie do świata, to element uwarunkowania, czyż nie?
"Jakie jezioro, taka pani..."
Awatar użytkownika
Nightchill
Moderator
 
Posty: 1625
Rejestracja: 13 sierpnia 2005, 23:46 - sob
Lokalizacja: z piwnicy

Postautor: Youkai » 11 marca 2007, 23:46 - ndz

SPOILER


No dobra, jak już zrobiłem z osobników kilka roślinek to mi się bardzo ten opis spodobał :D. Nie ma to jak umiejętność posługiwania się słowami :) (i genami ;) ).
Nightchill pisze:Kellhus sięgając po władzę teoretycznie powinien kierować się Logosem, a nie ambicją, tak więc czyni to w jakimś celu. W jakim? Żeby ratować świat? A po co? Gdyby ktoś mnie poprosił, żebym uratowała świat, to mogła bym to zrobić, na przykład, z sentymentu do tego świata. Ale takie przywiązanie do świata, to element uwarunkowania, czyż nie?

A kto tu mówi o ratowaniu świata :P? To, że Kelli wie o co biega, nie znaczy wcale, że go uratuje :).
Co do samego "po co" nasuwają mi się 2 rozwiązania:
1) Logos doprowadził go tak daleko (a przynajmniej sam mówi, że aż do Myśli Tysiąckrotnej) w celu odnalezienia ojca. Czy podążenie dalszą drogą i sprawdzenie tego, w jaki sposób owa Myśl funkcjonuje, nie byłoby warte poświęcenia "kilku" istnień, a nawet niech mi tam będzie, podbijam stawkę, czy nie warte byłoby to warte pozbawienia możliwości zbawienia? A jakie mogłoby być do tego lepsze miejsce, niż właśnie szczyt władzy, który pomimo iż oferuje potężnych wrogów (najważniejszego - Radę - już znamy i wiemy, że nam i tak nie odpuści) ma do zapewnia także ogromne możliwości?
2) Właśnie ambicja! Czy zadrą w oku Kellhusa nie jest wydarzenie, które miało miejsce w ruinach Nieludzi na początku historii? Jakby nie patrzeć była to walka nie dość, że nieprzewidziana, nie dość, że przegrana, to jeszcze do tego walka w której użyto czarów - czegoś, czego zdrowy rozsądek (w tamtym momencie) nie toleruje! (ps. a propos, jakiś pomysł kim był ten gość?) Ja tam bym jednak odczuł ukłucie ambicji. Zresztą reakcja na odrzucenie przez Achamiana wszystkiego, co Kellhus osiągnął z nim do tej pory, nie kojarzy Ci się właśnie ze zranioną ambicją?
Oczywiście przyjmując założenie, że chcemy ratować świat może się znaleźć jakaś pobudka (ale jakoś nie mogę podpiąć pod nią sentymentu)...no ale, po co? Żaden powód do głowy mi nie przychodzi, mam więc nadzieję na to, że zostanę oświecony :)
Nightchill pisze:Tyle, że człowiek nie komputer i musi mieć coś, dla czego będzie mu się chciało rano wstać z łóżka.

Hmm, naprawdę?

KONIEC SPOILERA
'You're gonna carry that weight'
'All that you achieve shall turn to dust in your hands'

Nikt nie mówił, że życie usłane jest różami.
Awatar użytkownika
Youkai
Cthulhu
 
Posty: 608
Rejestracja: 19 kwietnia 2006, 23:46 - śr

Postautor: Michał Jakuszewski » 12 marca 2007, 23:46 - pn

Youkai pisze:

(ps. a propos, jakiś pomysł kim był ten gość?)


Mekeritrig.
Michał Jakuszewski
Pisarczyk
 
Posty: 53
Rejestracja: 02 sierpnia 2005, 23:46 - wt

Postautor: Youkai » 12 marca 2007, 23:46 - pn

Panie Michale, albo czyta Pan w myślach, albo coś musi w tym być :)
'You're gonna carry that weight'
'All that you achieve shall turn to dust in your hands'

Nikt nie mówił, że życie usłane jest różami.
Awatar użytkownika
Youkai
Cthulhu
 
Posty: 608
Rejestracja: 19 kwietnia 2006, 23:46 - śr

Postautor: Youkai » 18 marca 2007, 23:46 - ndz

Na amazon.co.uk pojawiła się ostatnio następująca pozycja:
The Great Ordeal (Aspect-emperor)
Info o książce pisze:Some twenty years have passed since the events narrated in The Prince of Nothing. Anasurimbor Kellhus now rules all the Three Seas, the first true Aspect-Emperor in a thousand years. The masses worship him as a living god, though a few, the Orthodox, dare claim he's a walking demon. With Proyas and Saubon as his Exalt-Generals, he leads a holy war called the Great Ordeal deep into the wastes of the Ancient North, intent on destroying Golgotterath and preventing the Second Apocalypse. Esmenet, meanwhile, remains in Momemn, where she struggles not only to rule his vast empire, but their murderous children as well. And Achamian, who lives as a Wizard in embittered exile, undertakes a mad quest to uncover the origins of the Dunyain.

Szkoda tylko, że termin wydania to marzec 2008 :/
'You're gonna carry that weight'
'All that you achieve shall turn to dust in your hands'

Nikt nie mówił, że życie usłane jest różami.
Awatar użytkownika
Youkai
Cthulhu
 
Posty: 608
Rejestracja: 19 kwietnia 2006, 23:46 - śr

Postautor: toudi » 24 czerwca 2007, 23:46 - ndz

Jestem świeżo po „Mrok który nas poprzedza” To trochę dziwna książka i jak bym miał powiedzieć o czym jest to miąłbym problem. Trochę o wszystkim a wiec i o niczym. Pomysł był dobry ale chyba było tego ciut za dużo i zabrakło żeby skupić się na jednym. Książkę od początku do końca czytało mi się bardzo dobrze i ani przez chwile się nie nudziłem. Naprawdę dużą zaletą Mroku jest to że mamy kilku ciekawych i różnych bohaterów. Nie są to postacie szablonowe czy typowe, tylko żywe i oryginalne. To w jakimś stopniu upodobnia to Eriksona. Mrok to fajna książeczka może nie cudo ale bardzo dobra na pewno.
Obrazek
Awatar użytkownika
toudi
Wielki AQ
 
Posty: 1276
Rejestracja: 28 czerwca 2006, 23:46 - śr
Lokalizacja: Myślenice

Postautor: _Aldarion_ » 24 czerwca 2007, 23:46 - ndz

toudi pisze:Książkę od początku do końca czytało mi się bardzo dobrze i ani przez chwile się nie nudziłem.


Ja niestety o Mroku nie mogę tego powiedzieć - momentami akcja rzeczywiście nabiera tępa, ale są momenty w których nie tyle nic się nie dzieje, co jest w tym za mało dynamiki (szczególnie odczułem to w momencie gdy po raz pierwszy zapoznajemy się z Achamianem - po dynamicznym wstępie było to dla mnie za duże zwolnienie tępa). Całe szczęście im dalej w książkę i trylogie tym tych momentów jest mniej. W trzecim tomie wyraźnie Bakker się rozkręcił - nie ma w tym ani nagłych zahamowań akcji Mroku, ani monotonii Wojownika.
Awatar użytkownika
_Aldarion_
Czytacz
 
Posty: 17
Rejestracja: 03 listopada 2006, 23:46 - pt

PoprzedniaNastępna

Wróć do Ogólnie o autorach

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 2 gości

cron